fot.: eurovision.tv, EBU, YouTube, NPO/NOS/AVROTROS

Jedni nie potrafią bez niej żyć, a innych tak drażni, że aż cieszą się z jej odwołania. Co takiego ma w sobie Eurowizja, że wywołuje tak skrajne emocje?  W 64. rocznicę pierwszego Konkursu Piosenki Eurowizji zastanawiamy się, czy ten konkurs jest jeszcze komukolwiek potrzebny.

Chleba i igrzysk (łac. panem et circenses) domagał się lud rzymski przed dwoma tysiącami lat. Może to duże uproszczenie, ale ta maksyma wydaje się wciąż aktualna. Bo czy nasze potrzeby życiowe bardzo odbiegają od tych dwóch kategorii: dóbr materialnych, które pozwalają nam przeżyć, oraz rozrywek, które czynią życie barwnym?

Bezustanna rywalizacja

Już w starożytności organizowano igrzyska olimpijskie, a ku uciesze rzymskiego ludu także widowiska cyrkowe. Formy rozrywki przeszły od tamtych czasów jednak ogromną metamorfozę. Dziś przyjemności szukamy nie tylko na stadionach, lecz także w teatrach, książkach czy na koncertach. Wciąż też jedno wydaje się niezmienne – obok samej rozrywki uwielbiamy też rywalizację, jak gdyby była na trwałe zapisana w naszym kodzie genetycznym.

Jednak dzisiaj nie śledzimy już krwawych walk gladiatorów, a i sportowe dyscypliny bardzo się zmieniły. Najpopularniejszą z nich stała się chyba piłka nożna. Tylko zmagania sportowców też niekoniecznie wszystkich muszą interesować, stąd potrzebę rywalizacji możemy realizować poprzez turnieje wiedzy, konkursy muzyczne czy choćby listy przebojów.

Nawet nie musimy sami brać udziału w różnego rodzaju rozgrywkach. Przecież kochamy po prostu kibicować, lubimy, gdy ktoś wygrywa – oczywiście najlepiej, jeśli to nasi rodacy. A już w ogóle wspaniale, jeśli jeszcze sami możemy mieć wpływ na wybór zwycięzcy. Tylko tej ostatniej możliwości nie da nam ani piłka nożna, ani żadne inne zawody sportowe. Na koniec sezonu możemy co najwyżej zagłosować na bramkę roku.

Eurowizja: muzyczne igrzyska

Eurowizja jest znakomitą alternatywą dla sportu. Zamiast drużyn narodowych są reprezentanci poszczególnych państw, którzy muszą wykazać się umiejętnością śpiewania. Ich talent oraz piosenki, które wykonują, oceniamy my, widzowie. Kibicujemy przy tym oczywiście utworowi z naszego kraju, ale jednocześnie wszystkim innym, które przypadły nam do gustu.

Eurowizja jest wydarzeniem kulturalnym bez względu na to, jak wiele złego się jej zarzuca. Obok muzycznych pereł mogą bowiem pojawić się na niej kompozycje mniej wyszukane, proste czy wręcz banalne. Ale piosenki w radiu też często pozostawiają wiele do życzenia, a to jeszcze nie powód, żeby przestać słuchać radia.

Ale przede wszystkim Eurowizja to konkurs, czyli rywalizacja, bez której ludzkość chyba nie może żyć. Tylko kryteria są wyjątkowe, bo zamiast kto szybciej czy kto dalej, na Eurowizji ważne jest, kto zauroczy swoją piosenką więcej osób.

Niech wygra najlepszy

Eurowizja łączy zatem wszystkie zalety widowisk sportowych, a jednocześnie daje widzowi poczucie wpływu na ostateczny wynik. Do tego sam moment przyznawania punktów jest niezwykle emocjonujący – obecnie może nawet bardziej niż przy zawodach sportowych, gdzie zwycięzca bywa oczywisty na długo przed końcem zmagań.

Ale to co w Eurowizji najpiękniejsze, to zasada fair-play w najczystszej postaci. Choć kibicujemy swoim, to głosujemy na ich konkurentów. To najbardziej pokojowa muzyczna rywalizacja na świecie, która od lat łączy ludzi nie tylko przed telewizorami, ale też w miejscu organizacji. Najwięksi fani konkursu zawsze dopisują i niezależnie od miejsca pochodzenia na dwa tygodnie prób i przygotowań stają się wielką eurowizyjna rodziną.

Siłą Eurowizji jest bowiem jej różnorodność. Muzyczna, językowa, narodowościowa. Ten konkurs pokazuje jak barwny jest świat i jak bogate jest dziedzictwo kulturowe ludzkości. Eurowizja jest też miarą postępu technologicznego – kolejne konkursy obfitują w efekty specjalne, które mają widza zaczarować i sprawić, żeby wrócił za rok.

Wreszcie Eurowizja pozwala się zabrać na spacer czy do samochodu, bowiem ulubione piosenki mogą nam towarzyszyć chyba w każdym miejscu. Muzyka eurowizyjna doskonale sprawdza się na imprezach i spotkaniach towarzyskich, jest też idealnym tematem do rozmów i sporów – a tych wiele podejmuje np. OGAE Polska, stowarzyszenie miłośników Eurowizji, do którego zapraszamy wszystkich fanów konkursu.

Łatwiej znienawidzić

Jednak Eurowizja nie jest dla każdego. Od artystów wymaga odwagi, której wielu muzykom często chyba brakuje. Bo przecież o ile łatwiej wypromować swoją twórczość w radiu czy internecie. Tam nie trzeba zmagać się z ogromnym stresem ani poddawać surowej ocenie profesjonalistów z branży, którzy zasiadają w jury. W najgorszym wypadku piosenka nie podbije list przebojów.

Także nie każdy widz polubi Eurowizję, zwłaszcza gdy jego kraj przez dłuższy czas nie radzi sobie w konkursie zbyt dobrze. A ludzie potrzebują sukcesów! Skoki narciarskie nie były w Polsce zbyt popularne dopóki Polacy nie zaczęli w nich regularnie wygrywać. Tak samo łatwiej było nam znienawidzić Eurowizję, gdy przez wiele lat Polska zajmowała odległe miejsca.

Eurowizja pozwala jednak snuć marzenia – te o zwycięstwie mojego państwa lub o tym, że kiedyś to ja zaśpiewam na tej scenie. Pokazuje, jak przez lata zmieniają się muzyczne trendy, a jej uczestnikom daje 5 minut sławy, które mogą dobrze wykorzystać, nawet jeśli Eurowizji nie wygrali.

Eurowizja to zatem niesamowite emocje i muzyczne bogactwo gatunkowe, w którym wielu odnajdzie coś dla siebie. Nigdy nie zrozumiem ani jej przeciwników, ani tych, którzy w mediach społecznościowych cieszyli się z jej odwołania. Po pierwsze do oglądania Eurowizji nikt nie zmusza, a po drugie, czy dobry rodzic będzie cieszyć się z płaczu dziecka, które zgubiło ulubioną zabawkę? Wszystko co daje nam radość powinno trwać do końca świata i o jeden dzień dłużej!

TO BYŁA EUROWIZJA: KAMERALNE POCZĄTKI EUROWIZJI W 1956 ROKU

Źródła: Władysław Kopaliński Słownik mitów i tradycji kultury (Warszawa, PIW 1991), fot.: eurovision.tv, EBU, YouTube, NPO/NOS/AVROTROS.

Poprzedni artykułRosja: Little Big na Eurowizji 2021?
Następny artykułEurowizja w liczbach. Prawie każdy Polak słyszał o konkursie!
Przemysław Jóźwik
Niepoprawny optymista, który nie potrafi żyć bez muzyki. Gust muzyczny mam tak różnorodny jak cała Eurowizja: od Britney Spears i Michaela Jacksona, przez Nirvanę, po Die Antwoord. Wśród polskich artystów najbardziej cenię Nosowską i Peszek. Otwarty na ludzi, przeciwny wszelkim formom przemocy, tolerancyjny i wyrozumiały. Lubię otaczać się znajomymi, ale doceniam też chwile samotności, które potrafię konstruktywnie wypełnić. Moja rodzina to ukochany Bartosz i dwa przeurocze kociaki, Renio i Soksik. Nie dostałem się na dziennikarstwo (nie wiedziałem m,in. jak się wabił pies Waldorffa), więc zostałem fizykiem. W 2017 obroniłem doktorat pisząc o dyslokacjach krawędziowych w kryształach i obecnie przebywam na stażu w Lizbonie. Od 1996 tworzę własną listę przebojów, którą kiedyś zainteresowało się nawet MTV. Eksponencjalny system liczenia punktów stosuję już od kilku lat do tworzenia rocznych rankingów mojej listy. W oparciu o model eksponencjalny także EBU postanowiła liczyć punkty od jury podczas Eurowizji. Brawo EBU :) W OGAE jestem od 2009, do redakcji eurowizja.org dołączyłem nieco później, pewnie z powodu niespełnionych aspiracji dziennikarskich. Należę do zespołów opiekujących się Wielką Brytanią, Irlandią i Portugalią, a ponadto także eurowizyjną historią i statystykami. Moje ulubione eurowizyjne piosenki to Il Volo (Włochy 2015), Freaky Fortune feat. RiskyKidd (Grecja 2014), Jemini (UK 2003), Katrina and The Waves (UK 1997), Karoline Krüger (Norwegia 1988)...