Fot. Cornelius Poppe/SCANPIX NORGE

Wracamy z kolejnym odcinkiem cyklicznego felietonu, w którym przypominamy eurowizyjne występy z ostatnich lat typowane do awansu do finału, a ostatecznie kończące swoją europejską przygodę muzyczną na półfinale. Nasze propozycje wybieramy na bazie dostępnych statystyk i innych materiałów źródłowych oraz podpowiedzi naszych czytelników wypowiadających się na prowadzonej przez nas grupie na Facebooku – Warsaw Calling.   

Tym razem czas bliżej przyjrzeć się krajom nordyckim. Spośród nich najlepszą statystyką udziału w finale Konkursu od czasu wprowadzenia półfinałów może pochwalić się Szwecja, która nieobecna była jedynie w 2010 roku, wygrywając całe wydarzenie dwukrotnie. Sukces w półfinale odnotowywały prawie zawsze Norwegia (na 12 startów, tylko 3 razy nie awansowała) i Dania (na 13 okazji, jedynie 4 razy nie przechodziła dalej). Nieco gorzej na przestrzeni ostatnich 15 edycji Eurowizji radziły sobie Finlandia (6-krotnie poza finałem) oraz Islandia (7-krotnie bez awansu, w tym przez ostatnie 4 lata). To właśnie od tego ostatniego państwa zaczniemy nasze zestawienie.

Po blamażu w 2015 r. młodej i przeciętnej na żywo Marii Ólafs, rok później Islandczycy postawili na obytą na eurowizyjnej scenie Gretę Salóme, która w 2012 roku w duecie z Jónsim wyśpiewała zajęła  20. miejsce w finale widowiska. Za 30-letnią wokalistką przemawiało nie tylko doświadczenie, ale nowoczesna i dynamiczna kompozycja, którą w całości skomponowała sama, utrzymany w mrocznym, lecz nie kiczowatym, klimacie prosty koncept na występ sceniczny w oparciu o grę światła i cieni czy położenie kraju w końcówce półfinału. Biorąc pod uwagę typowania zakładów bukmacherskich, które obstawiały, że Hear Them Calling zajmie w najgorszym wypadku 6. miejsce w stawce, Islandczycy mogli czuć się niemal pewni sukcesu. Co w takim razie zawiodło? Trudno powiedzieć. Sama artystka w wywiadach podkreślała, że była zadowolona ze swojego występu. Brak awansu Salóme był niewątpliwie największą sensacją pierwszego koncertu w Sztokholmie.

Inny islandzki występ zdaniem wielu godny finału zobaczyliśmy w 2007 roku. Rockowy wokalista Eiríkur Hauksson miał za sobą już eurowizyjne starty. Jako członek zespołu ICY reprezentował Islandię w roku jej debiutu, zajmując 16. miejsce. O oczko niżej był w 1991 roku, kiedy to wraz z zespołem Just 4 Fun brał udział w Konkursie w barwach Norwegii. Mimo ciekawej kompozycji i dobrego wykonania na żywo, w tym przypadku nie sprawdziła się zasada „do 3 razy sztuka”. Valentine Lost przepadło w półfinale, ostatecznie plasując się na 13. pozycji. Przyczyną porażki tym razem był prawdopodobnie brak pomysłu na oprawę występu. Nie pomógł fakt, że rozgrywany w 2007 roku półfinał był największym w historii – brało w nim udział 28 państw, z czego tylko na 10 czekało miejsce w wielkim finale.

Co ciekawe, wszystkie 3 kraje skandynawskie występujące w półfinale w 2007 roku (Finlandia jako gospodarz i Szwecja jako kraj w TOP 10 edycji z 2006 roku miały zagwarantowany start w finale) nie awansowały do głównego koncertu. Kolejnym z nich była Dania, którą reprezentowała DQ, duńska drag queen, czyli Peter Andersen. Kiepski wokal i dość kiczowata oprawa sceniczna przesądziły o losie Duńczyków. Jednak za sprawą swojej żywiołowości i barwności występ do utworu Drama Queen na stałe wszedł do kanonu Eurowizji. Warto pamiętać, że choć na tle tej konkretnej edycji sama prezentacja nie była unikatowa (w tym samym roku udział wzięła uwielbiana przez wielu ukraińska drag queen Verka Serduchka), to dopiero po raz drugi w historii artysta drag queen pojawił się na eurowizyjnej scenie, co sprzyjało popularyzacji tej formy i edukacji europejskiego społeczeństwa na  temat mniejszości seksualnych.

Prawdziwym szokiem był jednak jedyny jak dotąd brak awansu Szwecji do finału. W 2010 roku kraj reprezentowała niespełna 19-letnia Anna Bergendahl, która najpierw oczarowała Szwedów biorąc udział w lokalnej wersji formatu Idol, a następnie wygrywając Melodifestivalen, tym samym pokonując szereg uznanych artystów, weteranów Melfestu jak Pernilla Wahlgren czy Jessica Anderson, a także piosenkarzy na fali sukcesów, w tym Erica Saade czy Darina. Jak co roku szwedzka propozycja była murowanym faworytem do kwalifikacji do finału – tym razem jednym z atutów była kompozycja stworzona przez Bobby’ego Ljunggrena, twórcę innych szwedzkich utworów wykonywanych na Eurowizji, np. Se på mig (3. miejsce w 1995 r.), Invincible (5. miejsce w 2006 r.) czy Hero (18. miejsce w 2008 r).  Fani Eurowizji także byli pewni awansu szwedzkiej księżniczki popu. W zorganizowanej przed Konkursem ankiecie przez portal wiwibloggs.com prawie 40% z nich uznało piosenkę This Is My Life za najlepszą spośród wszystkich skandynawskich utworów prezentowanych w 2010 roku.

Rzeczywistość była zgoła inna. Młoda wokalistka nie poradziła sobie ze stresem, który wyraźnie dawał jej się we znaki podczas występu. Na negatywny odbiór wpływ miały też chórki, odstające od oryginalnej wersji oraz tej znanej widzom z Melodifestivalen, gdzie regulamin przedsięwzięcia zezwalał na wykorzystanie podkładu zawierającego chórki w tle. Obie kwestie przełożyły się na 11. miejsce w półfinale. Do udziału w finale zabrakło tylko 6 punktów, a do historii Eurowizji przejdzie obraz zalanej łzami Anny  Bergendahl po odczytaniu wyników.

Pierwszy utwór zawierający frazy w języku suahili również nie odniósł sukcesu na Eurowizji. Występująca w barwach Norwegii w 2011 r. Stella Mwangi jeszcze na początku eurowizyjnego tygodnia była według bukmacherów notowana do zajęcia miejsca w najlepszej dziesiątce finału. Do dziś spekuluje się, że o awansie pierwszych 5 krajów występujących w pierwszym półfinale, w tym Norwegii, zadecydowały nie umiejętności wokalne czy staging a problemy techniczne, z jakimi zmagali się organizatorzy Konkursu w Düssledorfie.

W zeszłym roku polskich fanów zaskoczyła niska pozycja w półfinale fińskiego duetu Norma John. Członkowie Stowarzyszenia Miłośników Konkursu Piosenki Eurowizji biorąc udział w międzynarodowym głosowaniu, jako jednego z faworytów wskazali właśnie Finlandię. Bardzo pozytywne odczucia po półfinałowych próbach wyrażali także redaktorzy portalu eurowizja.org, którzy doceniali występ za przesłanie, wyraz artystyczny oraz oprawę sceniczną. Choć wieloletni obserwatorzy Konkursu liczyli na wysoką punktację od jury, ostatecznie jurorom nie spodobał się utwór Blackbird  (12. miejsce i tylko 41 punktów), co zaważyło o ostatecznym wyniku. Gdyby wynik zależał wyłącznie od widzów, to duet znalazłby się w finale po raz pierwszy od 2014 roku. Na ten moment przyszło nam jednak czekać rok dłużej.

Źródła: esctoday.com, eurovision.tv, eurovisionista.com, eurovisionworld.com, icelandmag.is, wiwibloggs.com, materiały portalu, opracowania własne