To już ostatnia odsłona naszego felietonu, w którym przypominamy artystów typowanych do awansu do finału Eurowizji, a którzy naszym zdaniem powinni się w nim znaleźć. Prześledźmy, jak na tym tle wypadają kraje basenu Morza Śródziemnego.

Tym razem analizie poddaliśmy zaledwie pięć krajów: Cypr, Grecję, Izrael, Maltę oraz Turcję. Nie oznacza to, że w Konkursie nie biorą lub nie mogą wziąć udziału inne państwa z tego obszaru. Naturalnie pomijamy Hiszpanię i Włochy, które to mają gwarantowany występ w głównym widowisku. Maroko na eurowizyjnej scenie widzieliśmy tylko raz i to na długo przed wprowadzeniem półfinałów (1980), z kolei Liban wycofał się z partycypacji w jubileuszowej, 50. edycji. Z uwagi na członkostwo w Europejskiej Unii Nadawców uprawnieni do wystawienia swojej reprezentacji są stacje telewizyjne z niektórych krajów północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, a dokładnie z: Algierii, Egiptu, Jordanii, Libanu oraz Tunezji.

Najlepszą statystyką awansów poszczycić może się Grecja. Na dwanaście występów w półfinałach, tylko dwa razy tego kraju zabrakło w finale (2016 i 2018). Podobnie Turcja, która główne widowisko opuściła tylko raz (2011), biorąc udział w półfinałach siedmiokrotnie. Czarną serię w postaci czterech startów bez kwalifikacji ma za sobą Cypr (2006-2009), a także Izrael (2011-2014). Z kolei Maltę ostatni raz w finale Eurowizji widzieliśmy w 2016 roku. To właśnie ona w tej grupie wypada najgorzej – trzynaście prób i tylko sześć udanych.

2007 rok to wielki powrót artystki, która, można powiedzieć, na Eurowizji zjadła zęby. Konkurs w Helsinkach był szóstą okazją dla Evridiki do występu na największej europejskiej scenie. Wcześniej reprezentowała Cypr w 1983, 1986 i 1987 r. jako chórek oraz jako główna wokalistka w 1992 i 1994 r. To właśnie jej najbardziej obawiała się Edyta Górniak przed wylotem do Dublina – jak się potem okazało, zupełnie niesłusznie. Cypryjka zajęła jedenaste miejsce.

Tak jak przed laty, tak i w 2007 roku Evridiki była faworytką do zwycięstwa, członkowie Stowarzyszenia Miłośników Konkursu Piosenki Eurowizji OGAE umieścili ją w swoim zestawieniu na wysokiej, czwartej pozycji. Ostatecznie była piętnasta w półfinale. Co nie zagrało? Niestety wiele czynników, ale przede wszystkim brak spójnego konceptu prezentacji – monotonne wizualizacje, nieoddające charakteru utworu, słaba praca kamer pokazująca członków zespołu, szczególnie pląsającego jak w transie klawiszowca, niedopracowana choreografia. Dokładając do tego niezrozumiały dla wielu język francuski, w którym wykonany jest utwór, a także trzeci numer startowy w tak licznej stawce, nie dziwimy się, że występ w niej przepadł.

Stwierdzenie, że Glen Vella, reprezentujący Maltę w 2011 roku, był typowany do kwalifikacji do finału, byłoby sporym nadużyciem. Aż do rozpoczęcia koncertu wokalista zajmował dół tabeli bukmacherów. Niewiele jednak zabrakło, by jego występ opisać znanym, sportowym komentarzem – „statystyki nie grają”. Piosenkarz zajął pechowe, jedenaste miejsce w swoim półfinale, przegrywając awans zaledwie o jeden punkt. Samą prezentację można ocenić w kategorii „nic specjalnego” – nudna, nieciekawa pod względem choreograficznym, a pojawiające się kolorowe wizualizacje wydawały się raczej dziełem przypadku. Szanse na finał zapewniło jury, które uplasowało utwór One Life na szóstej pozycji.

W 2013 roku izraelskie jury i telewidzowie postawili na 22-letnią Moran Mazor i jej balladę Rak Bishvilo. „Dziewczyna w okularach”, bo tak nazwały piosenkarkę krajowe media, była jedną z faworytek do udziału w finale Eurowizji w Malmö. Choć jej szanse na wygraną oceniano raczej nisko (50/1 na niecałe dwa miesiące przed Konkursem), to wszystkie zakłady bukmacherskie umieszczały ją w pierwszej dziesiątce swoich półfinałowych zestawień. Oczekiwania były duże, niestety wynik do dobrych nie należy. Na czternastą lokatę złożyło się kilka czynników. Zabrakło charakterystycznego elementu, dzięki któremu publiczność mogła zapamiętać występ. Poza strojem – ten niewątpliwie przyciągał uwagę, lecz nie był to mocny punkt tej prezentacji. Innym problemem mógł być niejasny przekaz, utwór w całości został wykonany w języku hebrajskim.

Rok później nadzieje byłego izraelskiego nadawcy, IBA, były jeszcze większe. Po trzech nieudanych startach z rzędu do Kopenhagi wysłano dynamiczną piosenkę Same Heart. Apetyt wzrastał w miarę upływu czasu do Konkursu. W połowie marca Izrael zajmował dopiero 22. lokatę u bukmacherów, zaś w opublikowanym pod koniec kwietnia notowaniu OGAE Mei Finegold była już trzecia. Jednak w przypadku Eurowizji najlepszą weryfikacją jest zawsze scena. Podczas drugiego półfinału fani izraelskiego utworu byli zszokowani dwukrotnie. Najpierw podczas słabego wokalnie występu, bardzo odbiegającego od wersji studyjnej Same Heart oraz po ogłoszeniu wyników i braku awansu jednego z pewniaków. Dlaczego tak się stało? Niby w prezentacji zobaczyliśmy wiele kolorów, reflektory świeciły, tancerki tańczyły, lecz zabrakło elementu, który skutecznie odwróciłby uwagę od samego wykonania. Z pewnością nie pomogła też druga pozycja startowa.

Na koniec jedna z przegranych ostatniej Eurowizji – Yianna Terzi z Grecji. Po porażce Demi w poprzednim roku (dopiero 19. miejsce w finale), grecki nadawca publiczny, ERT, odrzucił wszystkie inne propozycje poza Oneiro Mou, tym samym wybierając wewnętrznie na swoją przedstawicielkę 38-letnią wokalistkę bez większych sukcesów w dorobku artystycznym. Mimo to tuż przed koncertem bukmacherzy spodziewali się awansu Grecji, choć poszczególne zakłady w miejsce Terzi typowały Saarę Aalto z Finlandii. Ostatecznie to właśnie te firmy miały rację. Nie pomogła oprawa podkreślająca charakter i tempo utworu. Greczynka nie przebiła się przez solidną konkurencję w pierwszym półfinale, na co z pewnością wpływ miało wykonanie piosenki na żywo.

A Wam, jakich piosenek z krajów basenu Morza Śródziemnego zabrakło w finale w ostatnich 15 latach? Czekamy na Wasze komentarze!

Źródła: ebu.ch, escxtra.com, eurovision.tv, eurovisionworld.com, eurovoix.com, wiwibloggs.com.
Foto: eurovoix.com.

2 KOMENTARZE

  1. Haha, Marcinie, masz oczywiście prawo do własnego zdania. Ja dla przeciwwagi bardzo się cieszę i z awansu, i ze zwycięstwa Netty. Choć nie była moją faworytką, to teraz dostrzegam ponadczasowość „Toy”. Takich oryginalnych i energicznych piosenek chcę więcej na Eurowizji! Także ja nie rozumiem jak można nazywac ją horrorem :p

  2. Nie wskazywałbym jako przyczyny tego, że ktoś zaśpiewał po francusku czy hebrajsku. Salvadorowi Sobralowi portugalski nie zaszkodził. Skoro mamy celebrować różnorodność, to niech będzie właśnie różnorodność językowa, a nie tylko światopoglądowa. Wszak to konkurs PIOSENKI.
    Co do piosenek – brak awansu Evridiki i Yianny Terzi to według mnie kompletne nieporozumienie. Parę utworów jeszcze by się znalazło, do głowy przychodzi mi np. Thea Garrett (Malta 2010).
    Za to niesłusznie awansowała Netta Barzilai – dla mnie to kompletne 0 punktów i nie rozumiem, jak Europa mogła tę piosenkę horror wytypować do zwycięstwa. Do tej pory jestem głęboko wstrząśnięty.