Pomimo porażki w finale Krajowych Eliminacji do Eurowizji 2016, Ola Gintrowska i jej konkursowy występ wciąż są na językach wielu wielbicieli widowiska. Piosenkarka skomentowała zamieszanie wokół swojego występu w selekcjach, a także zdradziła nam swoje plany na najbliższe miesiące.

Ola Gintrowska zajęła przedostatnie miejsce w finale Krajowych Eliminacji do tegorocznego, 61. Konkursu Piosenki Eurowizji. Telewidzowie z pewnością przez długi czas nie zapomną jej występu, a to wszystko za sprawą dość kolorowej i zaskakującej metamorozy. W trakcie prezentacji swojej konkursowej propozycji Missing, piosenkarka wcieliła się w postać syreny, czym zyskała rozgłos i zainteresowanie nie tylko fanów konkursu, ale także obserwatorów oraz portali plotkarskich.

W szczerej rozmowie z naszym redaktorem Sergiuszem Królakiem piosenkarka opowiedziała o szczegółach swojego pomysłu na syreni występ, a także o szansach Michała Szpaka w tegorocznym konkursie oraz o swoich nowych planach muzycznych.

Emocje po krajowych eliminacjach minęły. Jak się czujesz?

Dzień po finale było głośno, pierwszy raz spotkałam się z taką dużą liczbą różnych komentarzy na swój temat. Na początku był szok, ale już się z tym oswoiłam. Wiem, że im dłużej będę robić to, co kocham, to komentarzy będzie więcej, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Eurowizja lubi zaskoczenia i kontrowersje, dlatego pomyślałam, że mój pomysł z syreną będzie zaskakujący. Opłacało się, bo wyróżniłam się na tle pozostałych uczestników i zdobyłam rzeszę fanów, którym jestem wdzięczna za wsparcie. To była dla mnie wspaniała lekcja, po której wyciągnęłam różne wnioski i wiem też, jakich błędów już nie popełniać.

Jakich?

Muszę bardziej pilnować spraw związanych z odsłuchem. Nie czuję się komfortowo, kiedy mam odsłuch w uszach, bo czuję się jak w zamkniętym pudełku i nie do końca dobrze siebie słyszę. To są rzeczy, których trzeba się nauczyć, bo przecież człowiek uczy się na błędach. Jeszcze dużo pracy przede mną, ale kocham to robić, bo muzyka to moja pasja.

Wiele osób twierdzi, że tym występem możesz sobie przekreślić szanse na zrobienie kariery, bo ludzie będą postrzegali Cię przez pryzmat syreny. Boisz się tego?

Każdemu czasem podwija się noga, dlatego nie będę się bronić, że wszystko wyszło jak planowałam. Rozumiem, że niektórym ten występ się nie podobał, ale żeby przekreślać kogoś po jednym występie? Każdy jednak ma prawo do swojej opinii, więc nie będę się z nią spierać. Wiem, co potrafię i znam swoje umiejętności. Nie czuję jednak, żebym tym występem przekreśliła sobie szansę na karierę. Postawiłam na show i to się udało.

Czy znając reakcje na ten występ, zdecydowałabyś się na taką prezentację utworu?

Myślę, że tak, bo taki w sumie miałam zamysł od samego początku i chyba teraz nie wymyśliłabym niczego innego. (śmiech) Mogłabym też postawić na klasyczny występ, ale chciałam czegoś innego. Teraz zdecydowałam się na show, bo wiedziałam, że raczej nie wygram, ale chciałam się wyróżnić. Było to dla mnie wspaniałe doświadczenie. Cieszę się, że dzięki temu występowi zyskałam grono fanów, to jest dla mnie najważniejsze.

Czemu właściwie syrena?

W piosence śpiewam o tęsknocie za pierwszą miłością, która nie przetrwała. Pomyślałam, żeby zrobić tę kobietę nie do końca realną, która po porażce miłosnej wraca do swojej pierwotnej formy, czyli syreny. Stąd też bardziej operowy śpiew na końcu, taki syreni śpiew. Poza tym, pochodzę ze Szczecinka, który położony jest nad jeziorem w woj. zachodniopomorskim. Uwielbiałam spędzać czas nad wodą, stąd mam do niej sentyment. Jak przeprowadziłam się do Warszawy, zauroczyłam się warszawską syreną. Temat syrenek zawsze się wokół mnie kręcił. (śmiech)

Wygrał Michał Szpak z piosenką Color of Your Life. Jak oceniasz jego szansę w Konkursie Piosenki Eurowizji?

Michał ma piękny głos i balladową piosenkę, a Eurowizja lubi ballady. Ciężko ocenić, bo z roku na rok wymagania i fascynacje muzyczne widzów się zmieniają. Notowania bukmacherów też nie są do końca sprawdzone, a reakcje fanów na jego wygraną były przeróżne. Ja kibicuję mu z całego serca.

Niektórzy doszukiwali się plagiatu w jego propozycji i porównywanie Color of Your Life do utworu Dawaj za rosyjskiego zespołu Lube…

Tak? Nie słyszałam o tym. Ale tak już jest: jak ktoś się gdzieś dostaje, inni ludzie szukają czegoś na tę osobę, by jej się nie powiodło. Gdybyśmy nie mogli się cieszyć wynikiem i pogodzić się z decyzją większości telewidzów. Sami wybraliśmy reprezentanta, więc czemu powodować, żeby się nie cieszyła z wygranej i stresowała się komentarzami, zamiast skupić się na przygotowaniach do występu… Moim zdaniem Michał ma szansę na zdobycie dobrych notowań.

Jeśli w przyszłym roku ponownie zorganizowane będą krajowe eliminacje, zgłosisz się do nich?

Nie wiem, bo nie ochłonęłam do końca po tegorocznym finale. Nigdy nie planuję czegoś na tyle do przodu, bo nie wiem nawet, gdzie będę za dwa miesiące. (śmiech) Teraz mam inne plany, na których chcę się skupić. Lubię, jak dużo się dzieje i mam zapełniony kalendarz. Miałam tak np. na ostatnim roku studiów, gdzie wystawialiśmy sztukę teatralną. Oprócz grania, robiłam kostiumy i przygotowywałam scenografię. Ostatecznie byłam zadowolona, pomimo spędzania na uczelni każdej wolnej chwili. Jestem perfekcjonistką, chociaż nie zawsze to się udaje i czasami jest to niezdrowe. Najważniejsze żeby robić to co się kocha.

Pozostawmy już temat Eurowizji i skupmy się na początkach Twojej kariery muzycznej. Pochodzisz z dość muzykalnej rodziny.

Tak, jeden dziadek wiele lat śpiewał w chórze, drugi grał na skrzypcach, moja mama śpiewała, a siostra gra na wiolonczeli. No, i oczywiście, stryj Przemek [Przemysław Gintrowski – wtrąc. red.] jest kompozytorem. Jak poszłam do podstawówki, robiłam wiele artystycznych rzeczy, ćwiczyłam m.in. grę na pianinie, malowałam. Potem zaczęłam naukę w szkole muzycznej II stopnia na wydziale śpiewu operowego. Po skończeniu szkoły muzycznej przeprowadziłam się do Warszawy, gdzie skończyłam maturę międzynarodową. Większość moich znajomych po tym programie zaczynała wyjeżdżać za granicę, dlatego pomyślałam, że spróbuję i ja. Wylądowałam w Londynie, gdzie studiowałam na wydziale dramatycznym na Uniwersytecie w Kingston. Udzielałam się w chórze, wystawialiśmy też różne spektakle, w tym burleskę i musicale.

Musical to już zamknięty rozdział w Twoim życiu?

Raczej tak, bo to nie to, co chciałabym robić. Miałam okazję w kilku zagrać, ale dostawałam na swojej drodze znaki, że musical nie jest dla mnie. Do dzisiaj jednak uwielbiam musicale i chętnie na nie chodzę. Teraz skupiam się na filmie.

W tym roku do kin trafi film „Gwiazdy” w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego, w którym nie tylko zagrasz, ale i zaśpiewasz, co podobno zostało specjalnie dopisane do scenariusza…

Tak, zaśpiewam romantyczną piosenkę Put Your Hand on My Shoulder Paula Anki. Jola, moja bohaterka, jest w sekcji wokalnej Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, który w trakcie filmu będzie miał swój pokaz. Podczas pracy nad tą sceną poznałam świetnych ludzi, którzy proponowali mi nawet dołączenie do ich składu na miejsce jednej z dziewczyn, która niedawno skończyły z nimi współpracę i była ponoć bardzo do mnie podobna. (śmiech)

To nie była Twoja pierwsza przygoda z filmem. W 2011 zagrałaś w filmie W imieniu diabła, ostatnim filmie śp. reżyserki Barbary Sass.

Praca na planie nauczyła mnie pokory i cierpliwości. Nagrania zaczęłam w wakacje przed studiami w Londynie. Zanim zaczęliśmy nagrania, długo się przygotowywaliśmy, bardzo emocjonalnie się w to wczułam. Jednak jak oglądałam film podczas premiery, miałam wrażenie, że nie wszystkie sceny oddały tę energię i wrażenia, które uzyskałyśmy na planie.

Teraz pracujesz na swoim debiutanckim albumem pt. Aura. Kiedy premiera?

Nie chcę rzucać dokładnych dat, żeby w razie opóźnień nie przesuwać premiery. Nie spieszę się, bo chciałabym być zadowolona z efektów mojej pracy. Wolę dopracować każdy utwór, niż wydawać pod presją czasu. Będę się starać, by album ukazał się jeszcze w tym roku. Mam już kilka kawałków, ale ciągle je poprawiam. Autorem muzyki do kilku piosenek jest Robert Janson, do którego odezwałam się, z propozycją współpracy. Spotkaliśmy się w studiu i nagraliśmy parę utworów, które znajdą się na Aurze. Atmosfera w studiu była bardzo miła, Robert bardzo mnie wspierał. Pracuję też nad nowym singlem, który będzie nosił tytuł Biała magia. Będzie to polskojęzyczna ballada, która – mam nadzieje ukaże się po moim powrocie z USA.

Jak to się stało, że właściwie wylądowałaś w Stanach?

Pojechałam tam w zeszłym roku z wizytą do znajomych. Poznałam wówczas jednego producenta, który zauważył we mnie potencjał i zaproponował współpracę. Dzięki niemu pojawiłam się m.in. na tegorocznej imprezie przed galą wręczenia Grammy, na której nawiązałam wiele ciekawych znajomości. Obecnie zaczynamy pracę nad kolejnym materiałem na płytę. Jestem bardzo ciekawa co powstanie z tej współpracy.

Zatem trzymamy kciuki! Dziękujemy za rozmowę.

fot. Maciej Mazański

4 KOMENTARZE

  1. Troche kiczu w Eurowizji cały czas jest, np. Szpak ze swoim COYL porusza sie na pograniczu kiczu, i jest wiele osob ktore tak go odbierają. Oczywiscie Gintrowska go przebiła maksymalnie, choc z tego co pamietam ta syrena nie była w sygnale TV tak bardzo eksponowana.
    Juz lepiej jakby zrobiła np, delikatny striptiz, zamiast sie wic jak Serena.