Eurowizyjna przygoda Australijczyków to dla jednych spełnienie marzeń i powiew egzotyki w konkursie. Dla drugich zaś nieporozumienie i zdeptanie tradycji konkursu przez odległość i brak powiązań z nami, Europejczykami. Zwolennicy cieszą się, ponieważ Australia podnosi poziom muzyczny konkursu (a przynajmniej powinna!), a dla niektórych to kolejne, dość spore ziarenko piasku, w budowaniu kolejnych rekordów w liczbie państw biorących udział. Przeciwnicy zaś pytają „po co?”, niemal cała Europa bierze udział, więc niepotrzebna nam jest Australia, która nawet tego konkursu nie zorganizuje! Eurowizja najprawdopodobniej nigdy nie zagości w Operze w Sydney, ale czy zostaną tam zorganizowane preselekcje?

Zanim skupimy się na tytułowym pytaniu, garstka statystyk z lat ubiegłych: Australia wzięła udział w konkursie czterokrotnie, każdorazowo będąc w finale. Za każdym razem padało na wybór wewnętrzny. Zachowany był parytet, ponieważ dwukrotnie kraj kangurów reprezentowały Panie, a dwukrotnie Panowie. Każdy z reprezentantów swoją przygodę rozpoczynał w Talent Show i każdy z nich pochodził z jednej i tej samej wytwórni Sony Music Australia. Sam konkurs Australijczycy oglądają nieprzerwanie od 1983 roku. Ich największym sukcesem jest „srebrny medal” wywalczony przez Dami Im w 2016 roku. Najsłabiej poradziła sobie przesympatyczna i prawie czysto śpiewająca Jessica Mauboy, zajmując dwudzieste miejsce, choć w półfinale otarła się o podium! Dla porównania, Isaiah w finale był dziewiąty, a w półfinale dopiero szósty.

Wartość miliona w jednostce eurowizyjnej

No właśnie, milion. Jednostka pomiarowa ilości, ale czego? Ludzi, jedzenia, pieniędzy? W świecie eurowizyjnym możemy wyróżnić milion w kilku aspektach: oglądalność, liczba wysłanych sms-ów, koszta poniesione na organizację (nawet tę selekcyjną). Dla jednych milion sms-ów wysłanych podczas Melodifestivalen, to mało, a dla drugich milionowa publiczność przed telewizorami w Czechach, to dużo. Skupiając się jednak na przykładzie Australii, należy zadać sobie pytanie, czy widownia, która zasiada z samego rana przed telewizorami, to widownia liczbowo zadowalająca. Spoglądając w statystyki i oglądalność, należy mieć na uwadze różnicę czasową, która dzieli Australię od Europy (kolejny dowód na to, że Australia nie będzie nigdy gospodarzem Eurowizji). Zakładając, że Polacy do konkursu zasiadają o godzinie 21, Australijczycy przecierają oczy w niedzielny poranek i swoją eurowizyjną przygodę rozpoczynają o godzinie 6 rano! Stąd słynne, wiele razy słyszane Good morning Australia.

W roku 2015, ciekawość i chęć kibicowania Guyowi Sebastianowi przyciągnęła przed telewizory ponad 5 milionów Australijczyków, co stanowiło ponad 40% udziału w wieczornych pasmach i o ponad 25% większa widownia, niż w roku 2014, kiedy to Australia występowała jako gość specjalny.

Przed nami nie kto inny, jak nasza ukochana Jessica 🙂

Z 2016 nie posiadamy pełnych statystyk australijskich. Wiemy jedynie, że sam finał obejrzało prawie 0,5 miliona widzów, co było dość drastycznym spadkiem w porównaniu do debiutu. 2017 i 2018, to lata, w których oglądalność pozostała na podobnym poziomie (jeżeli chodzi o sam finał). Sumując z półfinałową widownią, powstaje nam ponad milionowa liczba. Jak to się ma w skali kraju? Optymistów zadowoli taka liczba, tłumacząc strefami czasowymi, pesymiści będą narzekać, dlaczego frekwencja z 2015 roku nie została utrzymana. Tu pojawia się pytanie, czy wpływ mieszkańców na reprezentanta, przyciągnąłby widzów przed telewizory, by kibicować swojemu faworytowi.

Wszystko tak naprawdę zależeć będzie od stawki selekcyjnej, nawet jeśli SBS zdecyduje się na show z jednym artystą. Patrząc na polski (ale nie tylko) przykład, jest do dość silny argument. Michał Szpak, jako bardzo rozpoznawalna postać, potrafił przyciągnąć przed telewizory miliony widzów, nawet na etapie selekcyjnym. Myślę, że w Australii, przy stawce składającej się ze znaczących nazwisk na rynku muzycznym, widownia również byłaby rekordowa.

Milion, ale dolarów

Rozpisując się o milionach, nie mogłem pominąć tego tematu. Miliony dolarów, to rzekoma wymówka przed zorganizowaniem preselekcji. Michael Ebeid, szef stacji SBS powiedział, że telewizji nie stać na organizację otwartych eliminacji ze względu na nakład, jaki jest przeznaczany na pozostałe, muzyczne show, które są w Australii bardzo popularne. Może w tym tkwi clou sprawy. Może należy ze sobą połączyć te dwie sprawy i w ten sposób dokonywać wyborów? Dla stacji oszczędność, lecz dla widzów ryzyko, że od teraz Australię będą reprezentować artyści, którzy są nowicjuszami na australijskim rynku muzycznym. Z ratunkiem może po raz kolejny przybyć Sony Music, które w połączeniu z działaniami SBS, zorganizuje konkurs, w którym wystąpi jeden artysta z kilkoma utworami (patrz, Saara Aalto), a pieniądze zebrane z sms-ów zostaną przekazane na promocję i przygotowania artysty w Tel Awiwie.

Miliony niepewności

Co w Izraelu zaprezentuje Australia? Nie wiemy, jednak jednego możemy być pewni – Australia po raz kolejny będzie gorącym, eurowizyjnym tematem. O ile po raz kolejny fani ekscytują się plotką, o rzekomym starcie Delty Goodrem, to w tym roku dodatkowych emocji dostarczy sam charakter wyboru.

A co! Niech się dzieje! Niech eurowizyjny rok 2019 będzie obfity w emocje!

Żródła: Eurovoix, Wikipedia, dziennik-eurowizyjny, Australian football fans