Uczestnictwo w Eurowizji umieszcza w niewdzięcznej roli tych nadawców, którzy traktują Eurowizję wyłącznie w kategoriach programu telewizyjnego. Niektórzy nadawcy chcą mieć pod kontrolą nie tylko proces wyboru reprezentanta, ale również proces twórczy nad utworem. To z kolei prowadzi do ograniczenia niezależności artystów chcących uczestniczyć w Eurowizji. 

Przed kilkoma dniami pisaliśmy o postępach przygotowań do niemieckich selekcji. Jeden z odrzuconych uczestników skrytykował telewizję NDR, że zdecydowała się na przepuszczenie do kolejnego awansu wyłącznie wykonawców, którzy mają za sobą jedynie doświadczenie w programach typu talent show (WIĘCEJ).

Przeczytaj także: Czy preselekcje w formacie talent show gwarantują sukces w Eurowizji?

Ta sytuacja nie jest odosobniona. Nadchodzące preselekcje australijskie zakładają, że piosenki będą dobrane do wykonawców (WIĘCEJ). Podobne prawo zastrzegają sobie również  nadawcy ze Szwecji czy Danii, jeśli uznają, że zgłoszony wykonawca nie pasuje do ich wizji utworu.

Takie założenia godzą w niezależność wykonawców chcących uczestniczyć w Konkursie Eurowizji. Można zwrócić też uwagę na przypadki wykonawców, którzy zdecydowali się uczestniczyć mimo, że nie wykonywali piosenek, które były ich pierwszym wyborem. Warto przypomnieć o przypadku zwyciężczyni z Lizbony – Netty Barzilai, której ekscentryczne propozycje nie do końca odpowiadały izraelskiemu nadawcy (WIĘCEJ). Azerska reprezentantka z Kijowa – Dihaj także doświadczyła takiej sytuacji. Wokalistka znana z tworzenia eksperymentalnego jazzu ostatecznie wykonała piosenkę Skeletons, której autorami byli współtwórcy niesławnego utworu Running scared (ESC 2011). Takich sytuacji było również dużo więcej w przeszłości np. zwyciężczyni Konkursu Eurowizji z 1967 roku – Sandie Shaw otwarcie przyznawała, że jej utwór Puppet on the string nie jest reprezentatywny dla jej materiału (choć ta piosenka została wybrana publicznie jako jedna z kilku propozycji dla artystki).

 

Mimo, że nadawcy publiczni jako faktyczni uczestnicy Eurowizji mają pełną dowolność  decydowania o formule wyboru ich przedstawiciela, to jednak ograniczanie niezależności zarówno wykonawcom prowadzi do szeregu skutków, które nie wpływają korzystnie na konkurs w długoterminowej perspektywie.

Przede wszystkim, ogranicza to zainteresowanie udziałem tych wykonawców, którzy mają pokaźny dorobek muzyczny. Pełne oddanie decyzyjności nadawcom również w kontekście artystycznym może być traktowane jako poważne ograniczenie dla tych wykonawców, którzy chcą zaprezentować swoją twórczość. Dotyczy to nie tylko potencjalnych modyfikacji utworów, ale też formy selekcji. Doświadczeni artyści nie mają większej chęci poddawać się choćby ocenie telewizyjnemu jury. Przykładem takiego postępowania jest litewska wokalistka Erica Jennings (ESC 2001), która wycofała się z selekcji w 2018 roku zarzucając nadawcy LRT, że w jury znalazły się osoby, które nie mają na koncie ani jednej napisanej piosenki. Ostatecznie decyzją nadawcy piosenka autorstwa Jennings – The Truth została wykonana przez inną wokalistkę, która uczestniczyła w litewskiej wersji programu The Voice.

Kolejny problem, który jest efektem ingerowania nadawcy w decyzje artystyczne to ujednolicanie stylistyki eurowizyjnych utworów. Mając pełną kontrolę nad doborem i modyfikacją zgłoszeń, nadawcy decydują jakie piosenki nadają się na Konkurs Eurowizji, a jakie nie. Nie jest to nowy proces, ponieważ to co stoi za pojęciem idealnej eurowizyjnej piosenki jest zmienne (przeczytaj więcej o muzycznych trendach w poszczególnych dekadach: TUTAJ). Obecnie dominuje przeświadczenie, że muszą być to utwory, które wpisują się w trendy radiowe i obecne na platformach streamingowych, a jednocześnie odpowiadają takim gustom, które zadowalają przeciętnego słuchacza. Do pewnego stopnia jest to działanie celowe (warto zaznaczyć paradoks polegający na tym, że utwory tworzone wyłącznie z myślą o podbiciu list przebojów nie osiągają tego celu). Ten proces widzimy szczególnie w krajach, które mają rozwinięty system ilościowej oceny wyników muzycznych. Jakie są tego konsekwencje w świecie eurowizyjnym? Z perspektywy nadawcy, którego interesują wpływy z reklam oraz wyniki telemetryczne, a nie wypełnianie misji publicznej (tj. przedstawianie wartościowej reprezentacji rodzimego rynku muzycznego), nie ma istotnej różnicy pomiędzy piosenką na Eurowizję a utworami przeznaczanymi dla uczestników talent show, które zostają zapomniane już dzień po finale.

Przeczytaj także: Muzyka radiowa kontra dbanie o własną kulturę? Spór o kształt stawki na Eurowizji

Taka kontrola przywraca do życia nie do końca chlubne początki Eurowizji, która w swoich pierwszych latach stanowiła coś na kształt talent show. Pytanie czy w obecnych czasach Konkurs Eurowizji nie powinien ewoluować w zupełnie odwrotnym kierunku, niż tym wyznaczonym przez EBU pod hasłem: the most popular tv show? Oczywiście kontrola nadawców nad procesem artystycznym daje wiele zalet i powoduje uniknąć ekscesów takich jak przedstawianie kontrowersyjnych poglądów (WIĘCEJ), czy natychmiastowa rezygnacja zaraz po zwycięstwie w selekcjach (WIĘCEJ). Pytanie na ile taka kontrola powinna być egzekwowana, aby kosztem tego nie było przedstawianie słuchaczom muzyki typu fast food.

 

Foto: DPA