Po miesiącach oczekiwań i przewidywań poznaliśmy miasto, które ugości 64. Konkurs Piosenki Eurowizji. Trzecia Eurowizja w Izraelu początkowo nie miała odbyć się w Tel Awiwie. Idea kolejnego finału w Jerozolimie, tak forsowana na początku upadła. Słusznie?

Od samego początku pojawiały się głosy, że Eurowizja w Izraelu nie powinna się odbyć: niepewna sytuacja Jerozolimy jako stolicy państwa, zagrożenie terrorystyczne ze strony Hamasu czy też bardzo wpływowa mniejszość ultraortodoksyjnych Żydów, która mogłaby zablokować organizację konkursu. Niewątpliwie kwestia Jerozolimy mogłaby być uciążliwa, jeśli zostałaby ona wybrana do goszczenia konkursu. Żadne z państw uczestniczących w Eurowizji nie ma swojej ambasady w Jerozolimie (co de facto oznacza, że nie uznaje jej za stolicę), lecz wiele z nich uznaje się za sojuszników Stanów Zjednoczonych, które ambasadę do Jerozolimy przeniosły… Słowem: Tel Awiw nie powoduje zawirowań dyplomatycznych, jest plaża, jest przyjemnie.

Czy aby do końca? Wszak granice Tel Awiwu od granic Strefy Gazy dzieli nieco ponad 54 kilometry. Czy Hamas pozwoli sobie na sianie terroru w takim momencie? Wielu uważa, że tylko by na tym stracili – sytuacja życiowa w Strefie Gazy jest bardzo trudna, a jej mieszkańcy są niemal odcięci od świata. Hamas może i wykorzystuje budynki użyteczności publicznej w gęsto zaludnionej Gazie do swoich celów, ale zdaje też sobie sprawę z tego, że gdy oczy dziesiątek milionów telewidzów zwrócone są na ich region, nie opłaca im się manifestować swojego istnienia bombą i karabinem. Dużo bardziej medialne jest wówczas ukazanie dyskryminacji przez Izrael czy postawienie siebie w roli ofiary.

A Ortodoksi? Na pewno szabat byłby dużo większym problemem w Jerozolimie niż w liberalnym Tel Awiwie. Konserwatywni wyznawcy judaizmu też ludzie, też się potrafią bawić (koniecznie obejrzyjcie sobie różne filmy z ortodoksyjnych wesel – ich taniec porywa!) i też chcą, żeby wizytujący Izrael mieli wspaniałe wspomnienia. Na 34 rządy Izraela tylko w jednym nie było partii religijnej. Także w latach 1979 i 1999 rządy były, jak obecnie, dość prawicowe, a jednak tamte imprezy się udały. I w tym roku będzie podobnie, bo premier Netanyahu zdaje sobie sprawę, że to Eurowizja jest ogromną szansą dla Izraela.

Kończąc, dlaczego Tel Awiw? Zbyt wiele kłopotów z Jerozolimą (jej wybór byłby sukcesem rządu, ale prawdopodobnie skończyłby się klapą wizerunkową), brak sensownego miejsca w Ejlacie, brak zadaszeń stadionów Beer Szewy i Hajfy. Dodajmy do tego międzynarodowy port lotniczy, europejski charakter miasta i całkiem porządne miejsce zmagań artystów – wychodzi nam przepis na sukces. Z bliskowschodnim smaczkiem.

Źródło: fotografia – goisrael.com