San Marino to najmniejszy kraj uczestniczący w tegorocznym Konkursie Piosenki Eurowizji. Jego najwyższym osiągnięciem jest awans do sobotniego finału, którym stał się udziałem Valentiny Monetty w 2014. W tym roku San Marino po raz pierwszy zorganizowało preselekcje narodowe. Ich format był skomplikowany, zasady nie do końca przejrzyste, ponadto wielokrotnie ulegały zmianom. Do tej pory nadawca SMRTV wybierał reprezentanta za zamkniętymi drzwiami. Czy preselekcje w San Marino były w ogóle potrzebne?

To małe europejskie państwo liczy zaledwie 33 tysiące mieszkańców, czyli mniej więcej tyle, ile Strzelce Opolskie – niewielkie miasto w województwie opolskim. Nic dziwnego, że sanmaryński rynek muzyczny nie jest zbyt rozbudowany. Aby uniknąć ponownego angażowania jednego ze znanych już fanom Eurowizji artystów, nadawca publiczny postanowił przeprowadzić preselekcje narodowe, do których mógł zgłosić się każdy. Poszukiwania tegorocznego reprezentanta San Marino były zakrojone na szeroko skalę. Ostatecznie w finale wystąpiło 11 artystów, z czego tylko 1 był obywatelem tego niewielkiego europejskiego państwa. Sam pomysł, aby poszukać reprezentanta za granicą, okazał się trafiony. Wniosło to sporą świeżość. Ostatecznie reprezentantkami San Marino został duet składający się z Jessiki Muscat i Jenifer Brening. Maltanka i Niemka mają szansę zdobyć wysokie noty w swoich ojczyznach i przyczynić się do drugiego w historii awansu do sobotniego finał. Propozycja Who We Are stanowi powiew nowoczesności, zwłaszcza jeśli porównamy ją z zeszłoroczną piosenką Spirit Of The Night. Czy jednak konieczna była organizacja preselekcji narodowych?

San Marino najpierw zbierało zgłoszenia od artystów z całego świata, a następnie w niezwykle skomplikowany sposób wyłoniło 11 finalistów – pierwotnie miało ich być 10. Jeden z nich został wskazany przez internautów, drugiego wybrali użytkownicy mediów społecznościowych, trzeciego ogłosił nadawca publiczny, decydując się na jednego z  rodaków. Pozostali zostali wyłonieni wewnętrznie.

Po dwóch półfinałach, które miały na celu przyporządkowanie utworów poszczególnym wykonawcom, nadeszła pora na wielki finał. W tym pierwotnie decydować mieli jurorzy i widzowie. Wpływ televotingu na ostateczny rezultat miał być zróżnicowany w zależności od łącznej liczby oddanych głosów. Pierwotnie zakładano, iż głosowanie odbędzie się za pośrednictwem platformy PayPal. Ostatecznie jednak zmieniono zasady. Widzowie finansowali swoje ulubione piosenki. Artyści, którzy uzyskali górną dopuszczalną sumę pieniędzy, automatycznie otrzymali 12 punktów. To właśnie spośród nich jury wskazało duet składający się z Jessiki Muscat i Jenifer Brening.

Czy naprawdę San Marino potrzebne były preselekcje narodowe? W końcu ten sam efekt można było uzyskać w nieco inny sposób. Zebrać zgłoszenia od artystów z całego świata, a następnie poprosić ich o zabezpieczenie określonej sumy pieniędzy na występ. Spośród wykonawców spełniających powyższe warunki komisja składająca się z profesjonalistów mogła wybrać reprezentanta za zamkniętymi drzwiami. Przypomnijmy, że na podobny krok zdecydowała się Grecja. Kraj ten wciąż boryka się ze skutkami kryzysu gospodarczego. W związku z tym nadawca publiczny rozpisał regulamin, w którym określił ogólnie charakter utworu i sumę pieniędzy, jaką musi wyłożyć wytwórnia na występ swojego podopiecznego. Z podobnego rozwiązania mogło skorzystać San Marino, zamiast organizować 3 koncerty i wielokrotnie zmieniać regulamin wyboru reprezentanta, wprowadzając tym samym sporo zamieszania.

Źródło: fotografia – Eurovision.tv

Poprzedni artykułMuzyczne nowości: luty i marzec 2018
Następny artykułChorwaci podejrzani o plagiat odpierają zarzuty
Magdalena Kukurowska
Od lat namiętnie śledzę Eurowizję, a prywatnie pracuję jako redaktor serwisów internetowych. Jestem zakręcona na punkcie muzyki, dobrej literatury, fotografii, sześciu uroczych nimf i języka rosyjskiego, który próbuję przyswoić we własnym zakresie. Eurowizją interesuję się od zwycięstwa Dany International. Uwielbiam folk, rock, reggae i piosenki w językach narodowych. Do ulubionych zwycięzców Eurowizji zaliczam Dimę Bilana i Alexandra Rybaka. Jeśli natomiast chodzi o piosenki, to nieustannie powracam do "You are the only one" Siergieja Łazariewa, "Horehronie" Kristiny ze Słowacji, "No one" Mai Keuc, "Mojot svet" Karoliny Gocevy, "Moja stikla" Severiny i "Calm after storm" The Common Linnets. W redakcji opiekuję się Białorusią, Czarnogórą i San Marino. Współpracuję też z koordynatorami grup odpowiedzialnych za Macedonię, Ukrainę i Rosję. Odpowiadam również za korektę tekstów i obecność przecinków we właściwych miejscach:)