Wczoraj poznaliśmy stawkę programu  „Eurovizijos“ dainų konkurso nacionalinė atranka zwanego dalej Atranką. Po raz kolejny około 50 litewskich wykonawców zmierzy się ze sobą w maratonie, w którym nagrodą jest możliwość reprezentowania Litwy na Konkursie Piosenki Eurowizji.

Pomijając kraje, które wybierają swoich reprezentantów poprzez talent show mało który nadawca decyduje się na selekcyjny format dłuższy niż 4 tygodnie. W przypadku litewskim przynajmniej dwumiesięczne zmagania przedeurowizyjne są normą. Czy to ma sens?

Według głównego producenta Atranki, Audriusa Giržadasa, jak najbardziej. Twierdzi on, że program z tak dużą ilością uczestników, z czego wielu nie ma dużego doświadczenia na muzycznym rynku sprawia, że daje on możliwości podobne do formatów typu talent show. Z tą różnicą, że w selekcjach można dodatkowo zaprezentować swoją własną twórczość.

Przyjęcie chętnych do Atranki na podstawie zgłoszeń nie jest w większy sposób regulowane. Producenci nie ograniczają się żadnym konkretnym kluczem – dzięki czemu każda niemalże każdy gatunek ma szansę w selekcjach zaistnieć. Nie przeprowadzane są przesłuchania – przez co ostateczny rezultat zaskakiwać może sam sztab produkcyjny. Jako efekt zarówno jakość wielu utworów, jak i umiejętności wokalne wykonawców pozostawiają niejednokrotnie wiele do życzenia. Także w kwestii wyglądu występów pozostawia się delikwentom wolną rękę. Można się domyślać, jaki to ma skutek…

Format odstrasza wielu muzyków – jest dla nich zbyt długi czy skomplikowany. Niejednokrotnie słyszy się opinie samych wykonawców bądź twórców zaangażowanych w selekcje, że nawet z chwilą rozpoczęcia programu niejasne są jego zasady i przebieg. A konieczność pojawiania się na licznych nagraniach odcinków dla wielu jest przeszkodą nie do przeskoczenia.

Organizacja selekcji z wieloma półfinałami ma jednak sens – pokazuje to chociażby przykład Melodifestivalen. Sześciotygodniowe szwedzkie zmagania nie trwają przecież o wiele krócej niż litewski program. Jednak dobrze zaplanowana dynamika show w połączeniu z faktem, że piosenki usłyszymy maksymalnie 3 razy, sprawia, że program jest o wiele bardziej atrakcyjny dla widza czy wykonawcy niż litewski maraton.

Fanom Atranka może wydawać się niestrawna. Nie trudno zauważyć, że rzadko kiedy przeciętny eurowizjomaniak decyduje się spędzić którąś z wielu zimowych „super sobót” właśnie z Litwą. Selekcje te jednak mają swój urok i wartość. Dostarczają nie tylko pokłady tak zwanego „lolcontentu”, ale także wartościowej muzyki. W momencie gdy, pozostałe kraje bałtyckie zatracają swój unikalny muzyczny charakter w programach selekcyjnych na rzecz przeciętnego radiowego brzmienia, na Litwie ciągle można znaleźć artystyczne perełki. Być może dlatego, że w Atrance producenci na siłę nie kontrolują stawki nie zamyka się drzwi nikomu.

W tym roku po raz kolejny zobaczymy w Atrance zespół Saulės kliošas. Są oni faworytami wielu fanów do zajęcie wysokiego miejsca w selekcjach. Czy uda się alternatywie w litewskiej odsłonie trafić na Eurowizję?