Konkurs Piosenki Eurowizji to wydarzenie, które odbywa się cyklicznie od kilkudziesięciu lat. Jego idea zrodziła się po II wojnie światowej. Eurowizja miała zjednoczyć Europę i pokazać światu, że możliwa jest pokojowa koegzystencja. Rywalizacja między państwami może odbywać się w duchu zdrowej konkurencji. Warto jednak podkreślić, że polityka na Eurowizji jest obecna i to od samego początku, bo każdy kraj chce zwrócić uwagę świata na problemy, które szczególnie mu doskwierają. Przybierała ono różny wydźwięk, w końcu w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w Europie doszło do licznych przemian społeczno-gospodarczych. Jak więc jest z polityką na tym, z założenia, apolitycznym konkursie?

Polityka na Eurowizji obejmuje różnorodny wymiar. Czasem stanowi przedłużenie konfliktów między sąsiadami (np. Ukraina-Rosja czy Azerbejdżan-Armenia). Gdy kraje wchodzą na wojenną ścieżkę lub walczą o sporne terytorium, odbija się to na punktacji w półfinałach i finale konkursu. Jednak czasem manifestacja przybiera ostrzejszy charakter. Niektóre państwa wycofują się z konkursu, gdy dołączają wrogie narody lub utrudniają wjazd artysty reprezentującego zwaśniony kraj.

Czasem polityka pojawia się na Eurowizji w wymiarze zasługującym na słowa pochwały. Artyści wykonują na scenie protest songi, w których wyrażają swój sprzeciw wobec działań wojennych. Do historii przejdzie też występ Izraela z 2009 roku, w którym przedstawicielka żydowskiej społeczności (Noa) występowała z kobietą reprezentującą kraje arabskie (Mira Awad), śpiewając o tym, że musi być inna droga do rozwiązania konfliktu (There Must Be Another Way). To niewątpliwie jest polityka, którą chcemy oglądać na Eurowizji. Odnosi się bowiem do pozytywnych, uniwersalnych wartości.

Na Eurowizji można czasem odnaleźć nawiązania do lokalnych przemian wewnątrz konkretnego kraju lub obszaru geograficznego.W tym miejscu należy nadmienić pomarańczową rewolucję, której hymn (Razom nas bahato, nas ne podołaty) reprezentował Ukrainę w 2005 roku, ale też portugalską rewolucję goździkową  czy referendum ws. rozwodów we Włoszech w 1974 roku.To wielkie muzyczne święto stało się też platformą służącą celebracji różnego rodzaju rocznic. Na Eurowizji porusza się także istotne problemy społeczne, począwszy od dyskryminacji kobiet, poprzez prawa zwierząt, mniejszości seksualnych, a skończywszy na problemie wynikającym z przyjmowania uchodźców.

Od kilku lat miejsce organizacji Eurowizji, a dokładniej wybór miasta, w którym odbędzie się kolejna edycja konkursu, staje się areną demonstracji politycznych. Przypomnijmy, że w 2016 roku Ukraina zdecydowała się na niezwykle skomplikowaną procedurę. Chciała w ten sposób pokazać, że brane pod uwagę są także wschodnie rubieże kraju, nieopodal miejsc, w których toczą się działania zbrojne z rosyjskimi najemnikami. W tym roku nie ominęła nas kolejna polityczna awantura, wszczął ją Izrael, ogłaszając za pośrednictwem swojej artystki, Netty Barzilaj, że za rok zobaczymy się w Jerozolimie.

Izrael, podobnie jak Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Cypr czy Australia, nie leży w Europie, ale uiszcza opłaty, które pozwalają mu na członkostwo w Europejskiej Unii Nadawców Publicznych. Daje to prawo do aktywnego udziału w Konkursie Piosenki Eurowizji. Izrael jest niewielkim państwem zamieszkałym przez wyznawców judaizmu, który z każdej strony otaczają nieprzyjazne mu narody praktykujące islam. Od lat trwają spory co do przynależności Jerozolimy – kolebki najważniejszych religii monoteistycznych współczesnego świata. To właśnie ów fakt bardzo często znajduje odzwierciedlenie na Eurowizji. Izrael to kraj, którego polityka dość mocno rzutuje na konkurs.

W związku z tym, że obecność polityki na Eurowizji jest problemem szerokim, postanowiliśmy wystartować z cyklem artykułów. Niniejszy tekst stanowi wprowadzenie do tematów, które przez najbliższe tygodnie będą poruszane w dziale Subiektywnie na portalu Eurowizja.org.

Zapraszamy do śledzenia całej serii. Już niebawem przyjrzymy się konfliktom między sąsiadom. Prześledzimy, jak rosyjsko-ukraińska przyjaźń przemieniła się we wzajemną nienawiść.

Poprzedni artykułEurowizja 2019. Już wiemy, gdzie odbędzie się konkurs!
Następny artykuł[OPINIA] Eurowizja w Tel Awiwie to strzał w dziesiątkę?
Magdalena Kukurowska
Od lat namiętnie śledzę Eurowizję, a prywatnie pracuję jako redaktor serwisów internetowych. Jestem zakręcona na punkcie muzyki, dobrej literatury, fotografii, sześciu uroczych nimf i języka rosyjskiego, który próbuję przyswoić we własnym zakresie. Eurowizją interesuję się od zwycięstwa Dany International. Uwielbiam folk, rock, reggae i piosenki w językach narodowych. Do ulubionych zwycięzców Eurowizji zaliczam Dimę Bilana i Alexandra Rybaka. Jeśli natomiast chodzi o piosenki, to nieustannie powracam do "You are the only one" Siergieja Łazariewa, "Horehronie" Kristiny ze Słowacji, "No one" Mai Keuc, "Mojot svet" Karoliny Gocevy, "Moja stikla" Severiny i "Calm after storm" The Common Linnets. W redakcji opiekuję się Białorusią, Czarnogórą i San Marino. Współpracuję też z koordynatorami grup odpowiedzialnych za Macedonię, Ukrainę i Rosję. Odpowiadam również za korektę tekstów i obecność przecinków we właściwych miejscach:)