…czyli echa Konkursu Piosenki Eurowizji prosto z Półwyspu Apenińskiego.

Dwa podobne rezultaty, a jakże inne spojrzenia. Włoskie zainteresowanie Konkursem Piosenki Eurowizji nigdy nie było tak duże jak w innych krajach Europy, ale wynik osiągnięty w sobotę przez megagwiazdę z Italii zmniejszył je jeszcze bardziej. Porażka Emmy nie odbiła się co prawda szerokim echem medialnym, w prasie znaleźć można bowiem jedynie pojedyncze wzmianki o 21. miejscu wokalistki i wygranej kobiety z brodą. Serwisy społecznościowe pełne są jednak komentarzy. Liczni fani wokalistki (prawie 3 miliony na portalu Facebook) nie pozostawili na konkursie suchej nitki. Antyfani zaś, krytyką obrzucili każdy krok Emmy, wytykając kiczowaty strój, nieprzystający do standardów włoskiej elegancji, a także słaby wokal i wulgarne tarzanie się po podłodze. Racja wydaje się być bliżej tych drugich. Wynik osiągnięty w Kopenhadze jest bowiem najgorszym w historii Włoch na Eurowizji. Kraj ten na 40 startów aż 28 razy był w top10 konkursu, w tym 14 razy w ścisłej piątce. Każdy wynik poza czołówką jest zatem przez nieliczną publiczność odbierany jako sromotna klęska.

Pomijając jednak sam występ, klęską okazał się projekt nadawcy RAI. Okazało się, że włoscy telewidzowie nie zasiedli masowo przed odbiornikami by śledzić zmagania najpopularniejszej obecnie wokalistki. Nazwisko to za mało. Brak powszechnie znanej i lubianej piosenki, jak miało to miejsce w zeszłym roku, nie przyniósł wzrostu zainteresowania konkursem. 1,7 mln widzów i nieco ponad 8% udziałów w rynku to wynik nieznacznie gorszy od zeszłorocznego.

W ogniu krytyki włoskiej znalazło się też… San Marino. Małej republice wytknięto brak głosów dla Emmy. Dumne mikropaństwo na stronie nadawcy odpowiada jednak, że każdy nadawca ma prawo i obowiązek niezależnego oceniania artystów. Dodaje również, że Włochy otrzymały już od San Marino 22 punkty, podczas gdy same przyznały małemu sąsiadowi jedynie 4.

Pomimo gorszego o trzy oczka wyniku Valentiny Monetty, nastroje pod Monte Titano są jednak zgoła odmienne. Rezultat osiągnięty przez trzykrotną reprezentantkę kraju określany jest jako wygrana, a sam awans do finału okrzyknięto historycznym sukcesem. Delegacja San Marino jest szczęśliwa i zadowolona z kolejnej eurowizyjnej przygody i już snuje plany na przyszłość. Czy w Austrii zobaczymy  ponownie Valentinę Monettę, nazywaną obecnie najsławniejszą obywatelką San Marino na świecie? Artystka pierwotnie zapowiedziała, że nie planuje powrotu w 2015 roku, ale odparła, że z chęcią ponownie zaangażowałaby się w eurowizyjny projekt w bliżej nieokreślonej przyszłości.

3 KOMENTARZE

  1. Nikt chyba tak jak ja nie cierpi z powodu porażki Emmy i pewnie nie jest na nią wściekły jak ja teraz. Jakby za sprawą jakichś czarów w Kopenhadze pojawiła się nieudana podróbka mojej ukochanej Emmy Marrone – dziewczyny o głosie przypominającej głos Pink, fantastycznie interpretującej popowo-rokowe ballady. Zepsuła wrażenie, które pozostawili po sobie na ESC najpierw Raphael Gualazzi, a potem Marco Mengone. Pierwszy raz słyszałem piszczącą, a nie śpiewającą Emmę i nadal nie rozumiem co się jej stało.

  2. Emma Marrone, niegdyś kobieta z klasą na ESC wypadła fatalnie pod każdym względem: piosenka trudna do obronienia, wokal poniżej średniej eurowizyjnej, strój niezgodny z jej poprzednim wizerunkiem, tandetny. A te biegi po scenie? To seksualne tarzanie się po wybiegu ? Gdzie jest dawna Emma?!? Jedynie wieniec laurowy mi się podobał, smaczny włoski akcent.

  3. To, że Emma pogrzebie złoty sen o włoskiej eurowizji to wiedziałem już w momencie kiedy usłyszałem pierwszy raz piosenkę. Upewniłem się w tym przekonaniu widząc Emmę w pseudoantycznym tandetnym stroju. Nie pomógł wieniec laurowy. Na końcu występu padła na scene niczym Cezar na schodach senatu. I brakowało mi tylko ran od sztyletów, które wbijali w nią delikatnie mówiąc zdenerwowani Włosi. Wieniec laurowy spadł z głowy Emmy i poturlał się pod nogi Valentiny. Zasłużenie.