Po zaskakującej informacji o debiucie Kazachstanu i Walii na Eurowizji Junior, pytanie o rozszerzenie składu dorosłej Eurowizji weszło na całkiem nowe tory.

Debiuty na Eurowizji pod koniec ubiegłego millenium i na początku obecnego mają miejsce w zasadzie co roku. W niektórych latach liczba debiutantów bywała wręcz hurtowa – na przykład w 1994 roku, kiedy to, poza Polską, w stawce pojawiło się sześć nowych krajów. Taka liczba debiutantów wiązała się z rozpadem ZSRR i upadkiem żelaznej kurtyny czy rozbiciem Jugosławii. Związki kulturowe, a także położenie tych krajów, nie budziło niczyich wątpliwości – debiut Polski, Rosji, Rumunii, Litwy, Estonii, Słowacji i Węgier był rzeczą naturalną i oczywistą. Ostatni raz rozszerzenie Eurowizji miało miejsce w 2015 roku, kiedy to debiutowała Australia, przedostatni – w 2008, gdy widzowie z Azerbejdżanu i San Marino wreszcie doczekali się swoich pierwszych reprezentantów. Nic dziwnego, że debiutantów ostatnimi laty w zasadzie nie ma – pula krajów po prostu się wyczerpuje.

Nasza redakcja kilkanaście dni temu zapytała fanów Eurowizji na naszej grupie Warsaw Calling, jakiego debiutu najbardziej by sobie życzyli. Bardzo wielu wskazało na Kazachstan. Problem polega jednak na tym, że żadna z kazachskich telewizji nie jest aktywnym członkiem Europejskiej Unii Nadawców (EBU). Kontrargumentem jest fakt, że australijski SBS również nie jest członkiem EBU – jest jedynie stowarzyszony z nią unią, podobnie jak kazachski Kabar. Ból głowy z debiutem Kazachstanu polega na tym, że telewizja i fani bardzo tego debiutu chcą, zaś EBU jakby robiła wszystko, żeby do tego niego nie dopuścić. I także ma na to argumenty, które zresztą przedstawiciele EBU nakreślali.

Po pierwsze, Kazachstan leży poza Europejską Strefą Nadawania, do której załapują się nawet takie kraje, jak Armenia, Azerbejdżan oraz północna część Afryki. Po drugie, być może istotniejsze – Kazachstan nie jest członkiem Rady Europy. Oba te argumenty z łatwością można zbić jednym słowem: Australia. Kraj na antypodach też nie jest członkiem Rady Europy, nie wspominając o Europejskiej Strefie Nadawania. Kazachstan ma za to status obserwatora w Radzie Europy, a nawet tym Australia pochwalić się nie może. Argumenty EBU byłyby logiczne i ciężkie do przebicia, gdyby nie kraj kangurów, którego uczestnictwo odbiera całą ich moc. Widzimy tutaj podwójne standardy Europejskiej Unii Nadawców. Dlatego należy bardziej skupić się na związkach kulturowych Kazachstanu z Europą.

Kraj ten w przeszłości był jedną z republik ZSRR, tak jak Białoruś, Ukraina, Armenia, Azerbejdżan itd. W kształtowaniu kultury niebagatelną rolę odgrywa jednak religia – w Kazachstanie około 70% społeczeństwa deklaruje islam jako swoje wyznanie. Tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt. Mimo że w dzisiejszych czasach religia odgrywa coraz mniejszą rolę w Europie, to jednak przez wieki miała ona niebagatelny wpływ na Europejczyków. I tą religią było chrześcijaństwo, nie islam. Z tego względu Kazachstanowi jest dużo dalej do europejskiego kontynentu, niż chociażby wyżej wspomnianej Australii, której kolonialna historia i pochodzenie znacznej liczby mieszkańców jasno wskazują na związki tego kraju z Europą.

Należy jednak pamiętać, że islam dominuje także w Turcji i Azerbejdżanie, a nawet w Albanii oraz Bośni i Hercegowinie. Jednak w tych dwóch ostatnich wyznanie to jest niebywale zmienione i zliberalizowane właśnie przez europejskie wpływy na te bałkańskie kraje. Bardzo często wręcz nie jest ono w ogóle kultywowane przez mieszkańców tych krajów. Pod tym kątem Kazachstanowi znacznie bliżej do Turcji i Azerbejdżanu, których przynależność europejska jest równie mocno negowana. Historycznie nie można jednak Kazachstanowi odmówić pewnej europejskości – kraj ten został wcielony do Imperium Rosyjskiego w 1868 roku.

Jednak tutaj nasuwa się pytanie – na ile Kazachstan przesiąknął Europą, skoro podbity został przez Rosję, której europejskość również nie jest i nigdy nie była kompletna? Rosja zawsze w pewnym stopniu odbiegała od Europy, kulturowo i etnicznie będąc europejską, jednak ulegającą w pewnym stopniu wpływom azjatyckim, którym to ulegała przez swą własną wielkość ulokowaną w znacznej części na rozległych terytoriach Azji. Debiut Kazachstanu zrodziłby sytuację niemal identyczną, jaka miała miejsce w przypadku Azerbejdżanu – oba kraje są byłymi republikami ZSRR, w obu religią dominującą jest islam, który wykreował kulturę i mentalność mieszkańców. Wskaźniki wolności, demokracji i praw obywatelskich w obu krajach są na identycznym poziomie. Rodzi się więc pytanie – skoro kraj problematyczny, taki jak Azerbejdżan, bierze udział w Eurowizji, to czy należy w ramach sprawiedliwości dopuścić do konkursu Kazachstan? Czy może nie mnożyć problemów, nie dopuszczając tego kraju do startu, porzucając przy tym pewną logikę?

Walia również weźmie udział w tegorocznej Eurowizji Junior. Nadawca walijski, S4C, jest aktywnym członkiem EBU, co teoretycznie dałoby Walii możliwość startu w konkursie. I nie byłoby w tym absolutnie nic dziwnego, bo przecież w międzynarodowych rozgrywkach, choćby piłce nożnej, podział Wielkiej Brytanii na Anglię, Szkocję, Walię i Irlandię Północną istnieje od lat. Sprawa ewentualnego debiutu Walii w ESC jest tożsama z ewentualnym oddzielnym startem innej części Wielkiej Brytanii – Szkocji. Irlandię Północną pomijam celowo, gdyż nigdy nie było ze strony tego ‚kraju’ chęci eurowizyjnej separacji od Wielkiej Brytanii, a żadna północnoirlandzka telewizja nie jest członkiem Europejskiej Unii Nadawców. Za to Szkocja ma STV, a Walia S4C, które w EBU są od lat. Walijska telewizja od 1969 corocznie organizuje konkurs Cân i Gymru (pl. Piosenka dla Walii), który początkowo miał być walijskim finałem narodowym. W Szkocji zaś tendencje separatystyczne rosną z roku na rok, a swego czasu partia SNP prowadziła kampanię mającą na celu m.in. debiut Szkocji na Eurowizji.

Do dziś jednak oba te kraje, nie wspominając o Irlandii Północnej, są reprezentowane na Eurowizji w ramach całej Wielkiej Brytanii, gdyż do dziś to właśnie brytyjski nadawca BBC ma prawo wystawiać jednego reprezentanta dla całego Zjednoczonego Królestwa. Wydaje się, że aby eurowizyjny debiut Szkocji i Walii jako oddzielnych państw był możliwy, BBC musiałaby zrzec się prawa do reprezentowania Wielkiej Brytanii jako jedności. Istnieje jednak rozwiązanie mniej radykalne – system rotacyjny, który został zaproponowany przez szkockiego eurodeputowanego, Alyna Smitha, o czym pisaliśmy tutaj. Miałby on działać identycznie, jak w Belgii, gdzie co roku flamandzki VRT i waloński RTBF na zmianę zajmują się Eurowizją.

W sprawie warto poruszyć też kontekst polityczny. Tak jak w przypadku Walii chęci separacji od Zjednoczonego Królestwa nie są aż tak silne, tak w Szkocji po referendum dotyczącym Brexitu zapędy separatystyczne ponownie nabrały na sile. Można więc podejrzewać, że gdyby dziś ponownie odbyło się referendum w sprawie niepodległości Szkocji, większość Szkotów zagłosowałaby za opuszczeniem Wielkiej Brytanii. Wydaje się więc, że debiut Walii i Szkocji na Eurowizji leży w perspektywie czasu – nie odważę się jednak powiedzieć, kiedy mogłoby to nastąpić. Jeśli BBC dogadałby się z telewizjami szkocką i walijską, debiut możliwy byłby bardzo szybko – jeśli jednak kraje te miałyby zadebiutować dopiero po uzyskaniu niepodległości, to nie wiadomo kiedy i czy w ogóle zobaczymy na Eurowizji ‚belki’ z flagami tych dwóch nacji.

Kwestia udziału Kosowa w Eurowizji jest chyba najbardziej rozwojowa ze wszystkich opisywanych w tym artykule. Kosowo i jego mieszkańcy od dawna pragną debiutu na Eurowizji, tak jak każdej rzeczy, która mogłaby podkreślić i wzmocnić status tego państwa jako niezależnego od Serbii. Co ciekawe, w lipcu tego roku fanów Eurowizji obiegła informacja, którą przekazał prezes RTK (nadawca publiczny Kosowa), jakoby prowadzone były rozmowy EBU w sprawie nadania mu statusu pełnoprawnego członka EBU. W przypadku Kosowa oznaczałoby to pełne prawo do debiutu na Eurowizji i wydaje się, że żadne działania prawne nie umożliwiłyby zablokowania go. Pytanie, czy Europejska Unia Nadawców faktycznie zgodzi się nadać Kosowu członkostwo, bo mimo że większość krajów europejskich uznaje niepodległość tego kraju, to jego obecność w eurowizyjnej stawce z wielkim prawdopodobieństwem wiązałby się z wycofaniem się pewnych krajów z konkursu w ramach bojkotu. W szczególności chodzi o Serbię, nie można jednak wykluczyć takiego kroku w przypadku innych państw.

Do debiutu Kosowa droga wydaje się być skomplikowana i jest wysoce prawdopodobne, że nie zobaczymy reprezentanta tego kraju w 2019 roku. Przede wszystkim dlatego, że RTK nie spełnia kryterium członkostwa narzucanego przez EBU, mianowicie nadawca nie jest członkiem Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU). Mimo wszystko, jak poinformowała Europejska Unia Nadawców, w grudniu tego roku odbędzie się głosowanie w kwestii nadania RTK członkostwa w EBU.

Foto: podróże.onet.pl