Śladami preselekcji: ukraiński miszmasz, czyli patriotyzm i labadziary

0
1473

Ukraina to kraj, który – pomimo swojej krótkiej, zaczętej w 2003 roku historii z Konkursem Piosenki Eurowizji – pochwalić się może wieloma sukcesami, w tym dwoma zwycięstwami. Jest też jedynym krajem, który od samego początku wprowadzenia półfinałów zawsze awansował do finału. Sukcesów wiele, ale droga do ich osiągnięcia była kręta. Ukraińcy długo szukali swojego sposobu na sukces. Efektem końcowym tych poszukiwań jest „Jewrobaczennia. Nacionalnyj Widbir”(Євробачення. Національний відбір)” zwany potocznie „Vidbirem”, który  w kategorii „czas antenowy” długością ustępuje tylko włoskiemu festiwalowi w Sanremo.

Zobacz inne teksty z cyklu Śladami Preselekcji: TUTAJ.

Eurowizja – nagroda, a nie kara

W przeciwieństwie do naszego kraju, w którym wyjazd na Eurowizję przez wiele lat traktowany był jak wywóz na Sybir, w Ukrainie konkurs od zawsze był synonimem czegoś pożądanego, luksusowego. Nie bez powodu na początku eurowizyjnej przygody kraj wytoczył swe największe działa w postaci Rusłany, Ani Lorak, czy Wierki Serdiuczki. Eurowizja jest matką sukcesu Tiny Karol, która obecnie jest uznawana za ukraiński odpowiednik Edyty Górniak. To na Eurowizji pojawiła się Switłana Łoboda, która ostatnimi czasy otrzymała tytuł najlepszej wokalistki w… Rosji.

Trzeba jednak przyznać, że czasy się zmieniły – ukraińskie gwiazdy zdały sobie sprawę, że duże pieniądze mogą zarobić na własnym rynku (do którego zaliczyć możemy wszystkie kraje byłego Związku Radzieckiego), a jeżeli zapragnie się odrobiny światowej kariery, to zawsze można zagrać koncert dla swoich rodaków w Berlinie czy Londynie. Stąd też ostatnimi czasy możemy zauważyć, że chętni na wyjazd na Eurowizję są ci, którzy reprezentowaniem swojego kraju faktycznie mogą coś ugrać, ale na własnym rynku. Idealnymi przykładami są tutaj Mélovin czy Tayanna, którzy mają na koncie kilka przebojów, ale potrzebują czegoś więcej, aby na stałe wpisać się do historii ukraińskiego przemysłu muzycznego.

Kraj labadziarami płynący

Chyba każdy zna utwór Sexualna, który swoimi czasy był wielkim hitem w naszym kraju. Wykonywany (a raczej prezentowany) przez zespół Mirami miesiącami okupował szczyty polskich list przebojów. Grupa, choć szerzej nieznana w Ukrainie, jest idealnym odzwierciedleniem tego, co zawsze było i będzie tam modne – piękne dziewczyny z wpadającymi w ucho piosenkami. Talent wokalny nie jest konieczny. W kulturze wschodniej mamy dużo do czynienia z seksualnym uprzedmiotowieniem kobiet.

Rok 2009 był szczególnie obfity w przedstawicielki płci pięknej, które oprócz swojego niewątpliwego talentu miały możliwość (i chęć) zaprezentowania światu czegoś więcej niż ładnej piosenki. Wtedy wśród uczestników znalazła się m.in. popularna swymi czasy, nieistniejąca już grupa Nikita, której główna wokalistka Dasza Astafjewa, znana była głównie z posiadanego tytułu „Playmate of the Month” stycznia 2009 roku miesięcznika Playboy (miesiąc i rok wcale nie zostały podane przypadkowo. Nie dziękujcie). Dasza pojawiała się na ściankach nawet w towarzystwie samego Hugh Hefnera. Braki wokalne nie przeszkodziły jej w tym, aby zostać gwiazdą w kraju. O koleżankach z zespołu raczej już nikt nie pamięta.

Na preselekcyjnej scenie pojawiła się wtedy również grupa Goriaczyj Szokolad. W tamtym okresie główną wokalistką tego kolektywu była wspomniana wcześniej Tayanna, która w tamtym czasie prezentowała bardziej wyuzdaną wersję samej siebie.

Całą imprezę wygrała jednak kontrowersyjna (nawet jak na Ukrainę) Switłana Łoboda z utworem Be My Valentine.  W związku z podobieństwiem do powstałej w 1913 roku peruwiańskiej ballady El Condor Pasa (na jej bazie powstał popularny polski discopolowy utwór Lubelski Full) postanowiono przearanżować eurowizyjną kompozycję. Zmieniono również ostatni refren oraz tytuł piosenki. W Moskwie Switłana zaprezentowała kawałek Be My Valentine! (Anti-Crisis Girl).

Patriotyzm zawsze górą

W trudnych okresach Ukraińcy zawsze stawiają patriotyzm na pierwszym miejscu. Ukraina to państwo, które w ciągu ostatnich 15 lat doświadczyło więcej złego niż dobrego. Jednak każde zagrożenie sprawia, że mieszkańcy Ukrainy coraz mocniej zdają sobie sprawę z tego, że są Ukraińcami. Ich patriotyczne uczucia usłyszeć można w muzycznej twórczości. Po ogromnym sukcesie Rusłany ukraiński nadawca postanowił, że w 2005 roku odda władzę w ręce ludu. Nikt nie przewidział wtedy tego, że na Ukrainie wybuchnie Pomarańczowa Rewolucja oraz że Ukraińcy będą pragnęli, aby hymn tego wydarzenia Разом нас багато reprezentował ich na Eurowizji, która miał się odbyć właśnie w Kijowie.

O Ukrainie ponownie głośno w światowych mediach zrobiło się niecałe 10 lat później, kiedy to Rosja anektowała Krym. W 2015 roku w związku z kiepską sytuacją w kraju ukraiński nadawca postanowił wycofać się z Konkursu. W 2016 roku powrócił z nowym formatem preselekcji, które wygrała pochodząca z Krymu Jamala. Jej śpiewany w dwóch językach (angielskim i tatarskim) utwór 1944 pokonał popularną (obecnie chyba najpopularniejszą) rockową grupę The Hardkiss.

W przeciwieństwie do grupy Greenjolly (która zajęła jedno z końcowych miejsc), Jamala wzruszyła całą Europę i to dzięki niej Konkurs ponownie zawitał do Kijowa.

Afera aferę goni

Ukraina nie byłaby sobą, gdyby nie afery, które stały się już stałym elementem okresu preselekcyjnego. Bałagan organizacyjny w strukturach urzędniczych i skłonność do łapówkarstwa  przekłada się na sposób działania telewizji państwowej. Teraz  już tajemnicą nie jest, że za pierwszy udział tego państwa w Konkursie zapłaciła nie telewizja, a reprezentant kraju, Oleksandr Ponomariow. Oficjalnie decydującym argumentem decydującym o wyborze był fakt, że to właśnie piosenkarz pięciokrotnie otrzymał tytuł najlepszego ukraińskiego wykonawcy, co sugerowało, że jest on artystą na europejskim poziomie. Trzeba przyznać – argument dobry.

Kulminacja „kwasu” nastąpiła w 2010 roku, kiedy to powołany do broni (tutaj kieruję pozdrowienia do jednego z polskich reprezentantów) został Wasyl Łazarowicz. Od samego początku wybór ten (zarówno wokalisty jak i samego utworu) spotkał się z dużym niezadowoleniem opinii publicznej. Ukraiński nadawca ostatecznie postanowił anulować wyniki preselekcji i pozbawić Łazarowicza tytułu reprezentanta kraju, by ciągu kilku dni zorganizowano nowe eliminacje. Pierwsze miejsce zdobyły ex aequo Masza Sobko oraz Ałosza, jednak to ta druga otrzymała większe wsparcie od profesjonalnego jury, stąd też ona i jej utwór To Be Free miały reprezentować Ukrainę na Eurowizji. Tego samego dnia pojawiły się jednak głosy, że zwycięska piosenka jest plagiatem Knock Me Out Lindy Perry & Grace Slick, więc w związku z zaistniałą sytuacją ukraińskiemu nadawcy wydłużono termin na zgłoszenie nowego utworu.

Język ukraiński – troszkę się boimy, ale może jednak

Ukraina na eurowizyjnej scenie tylko raz zaprezentowała utwór całkowicie zaśpiewany w języku ukraińskim. Wszystkie pozostałe piosenki zostały wykonane całkowicie po angielsku lub z domieszką innego języka (niemieckiego, czy też tatarskiego). Zauważyć należy jednak, że coraz częściej ukraińscy artyści decydują się wystawić do walki utwory śpiewane w języku narodowym. Na uwagę zasługują tutaj kawałki, takie jak Місто Constantine’a, Дива grupy Kazka, Сила Illarii czy Леля Tayanny. Każda z tych propozycji, dobrze zaśpiewana, mogła zająć wysokie miejsce w Lizbonie. Tayanna już teraz zapowiedziała, że jeśli zgłosi się w przyszłym roku do Vidbiru, to o wyjazd do Tel Awiwu będzie walczyła śpiewając utwór w języku ukraińskim. Świadczy to o tym, że Ukraińcy mają coraz mniejszy kompleks narodowościowy. W obliczu kolejnych zagrożeń dla kraju mają odwagę mieć dumę z tego, kim są.

Nowe czasy – lepsze czasy?

Ukraina wiele lat szukała swojego sposobu na Eurowizję. Był wybór wewnętrzny, wybór piosenki dla artysty, talent show, a także rozbudowane preselekcje z półfinałami. Nie obyło się bez skandali. W 2016 roku po raz pierwszy zorganizowano preselekcje pod nazwą „Jewrobaczennia. Nacionalnyj Widbir”, czyli wieloetapowe selekcje ze zgłoszeniami internetowymi, dwoma lub trzema półfinałami oraz wielkim finałem. Ukraińcy mają duże aspiracje, aby ze swoich preselekcji uczynić „wschodnie Melodifestivalen”. Do poziomu widowiska, jaki prezentuje Szwecja, jeszcze wiele brakuje (w kwestii produkcji telewizyjnej, bo muzycznie pokonuje Melodifestivalen różnorodnością), ale należy docenić fakt, że nasi wschodni sąsiedzi mają już format, który się sprawdził i który ciągle się rozwija. Nowoczesny program pokazuje, że – mimo wielu problemów – Ukraina jest krajem, który jednak się rozwija. Ukraińcy gonią bardziej rozwinięte obszary Europy, co może cieszyć.

Tajemnicą już nie jest, że STB i UA: Pierszyj potwierdziły kontynuację współpracy dotyczącą organizacji preselekcji do Eurowizji aż do 2021 roku. Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać z utęsknieniem na Vidbir.

Czy Tayannie uda się w końcu spełnić eurowizyjne marzenie? Czy transmisje na żywo zmieszczą się w czterech godzinach? Tego dowiemy się już 9, 16 oraz 23 lutego 2019 roku! My tam będziemy, więc bądźcie z nami!

Autorem tekstu jest Damian Tomaszewski.

Źródła: ru.telekritika.ua, ogaeukraine.org, eurovision.stb.ua, esckaz.com