Co ciekawego u naszej reprezentantki z 2008 roku? Prezentujemy wywiad z Tamarą Gee!

Jako Isis Gee wygrała preselekcje „Piosenka dla Europy 2008” zdobywając maksymalne noty od widzów i jurorów. W półfinale Eurowizji 2008 w Belgradzie zaśpiewała balladę „For Life” i zakwalifikowała się do finału. Od wprowadzenia rund(y) półfinałowych nikomu wcześniej ani później nie udało się powtórzyć tego sukcesu. Teraz wokalistka powraca jako Tamara Gee, a poza silnymi balladami do których już nas przyzwyczaiła, prezentuje swoim fanom także energiczne kawałki taneczne.

Po Twoim udziale w Eurowizji wiele się działo, zmieniłaś styl prezentowanej muzyki. W jakim gatunku muzycznym czujesz się najlepiej i co nowego przygotowałaś dla swoich fanów?

Miałam to szczęcie, że kiedy mieszkałam w Los Angeles zostałam zauważona przez jednych z najlepszych producentów na świecie. Dzięki mojemu managementowi w LA otworzył się dla mnie nowy rozdział – niewiarygodny i zmieniający całe życie. Miałam zaszczyt współpracować przy swoim nowym albumie z moim największym muzycznym mentorem, zdobywcą wielu nagród Grammy, producentem i kompozytorem Walterem Afanasieffem. Album zawiera zarówno ballady jak i utwory uptempo/dance. Gdy pierwszy raz usłyszałam wyprodukowane przez Waltera „My Heart will go on” dla Celine Dion, czy inne jego słynne dzieła stworzone z takimi legendami jak Mariah Carey, WhitneyHouston, Barbra Streisend, Luciano Pavarotti, Luther Vandross, Leona Lewis, marzyłam o możliwości pracy z nim – ten czas w końcu nadszedł. Walter stworzył muzykę i brzmienie największych ikon wokalnych. Na początku gdy zaczęliśmy nagrywać podczas pierwszej sesji nagraniowej miałam ogromną tremę wiedząc, że śpiewam przed taką wielką legendą. Szybko zauważyłam jednak, że pokłada on we mnie wielką wiarę i zaczął wydobywać takie kolory i dźwięki z mojego głosu, które zawsze chciałam odkryć.

Podczas pracy z Walterem wytwarza się niesamowita energia, która  – mam nadzieje – będzie odebrana przez słuchaczy. Ta niezwykła energia jest dla mnie również olbrzymią inspiracją przy tworzeniu muzyki. Właśnie wydaliśmy pierwszy singiel pt. „Your Alibi”, który zawiera materiały zakulisowe ze mną i Walterem w studiu w Los Angeles. Byłam niezwykle skupiona na szkoleniu swojego głosu przez ostatnich kilka lat. Były to intensywne treningi śpiewu zarówno z Walterem jak i osobistą nauczycielką śpiewu Rihanny w Los Angeles. Czekałam na odpowiedni moment, ponieważ przed pracą nad nowym albumem chciałam najpierw osiągnąć osobisty cel dotyczący własnych oczekiwań wobec poziomu mojego wokalu. I poświęciłam temu treningowi bardzo dużo czasu.

Wielkie artystki jak Whitney Houston czy Celine Dion zawsze były dla mnie wielką inspiracją w tym, że potrafiły połączyc wielkie ballady z muzyką uptempo. Moim pierwszym koncertem, jaki widziałam na żywo, był występ Whitney Houston – miałam wtedy13 lat. Płakałam przez niemal cały koncert, a największym wrażeniem było to, kiedy zaśpiewała utwór „The Greatest Love of All”, a po chwili „How Will I Know”. Moc ballady w połączeniu z dynamicznymi, szybkimi piosenkami jest niezwykle przekonywająca i obejmuje całe spektrum uczuć i emocji. Z tego powodu w trakcie prac z Walterem nad mocnymi balladami chciałam też pracować z cenionymi i uznanymi producentami i kompozytorami nad materiałem uptempo i dance.

Przez dłuższy czas podróżowałam pomiędzy LA a Szwecją, gdzie pracowałam ze szwedzkim twórcą hitów – Andersem Hanssonem, geniuszem, który napisał wielki przebój „Release Me” dla zwyciężczyni „Idola” – Agnes Carlsson. Napisał również moją ulubioną szybką piosenkę z gatunku dance  – „I will be strong”, w którą wszyscy wierzymy, że jest dużym hitem.

Generalnie rzecz biorąc, chcę nadal rozwijać się jako artystka i być tak różnorodna jak to tylko możliwe, tworząc muzykę, która pochodzi z mojej duszy, tłumacząc i przekazując tę energię bezpośrednio do słuchaczy.

Jakie są Twoje najbliższe plany muzyczno-koncertowe? Czy są związane z Polską?

Planuję nadal wkładać w moją muzykę całą moją miłość i dzielić się nią wszędzie tam, gdzie tylko może dotrzeć – na cały świat i poza nim. Uważam, że muzyka to dar, jaki otrzymujemy gdzieś z góry, z kosmosu, a my jedynie to dalej przekazujemy. Ten dar mamy wszyscy, nie tylko artyści.

Uważam, że artyści powinni być pokorni. Otrzymaliśmy przywilej by dzielić się naszą pasją, jednocześnie ten przywilej powinien nakładać na nas obowiązek wspierania ludzi poprzez naszą muzykę, głos i przesłanie. Musimy być pokorni, gdyż na świecie jest mnóstwo wspaniałych i utalentowanych osób, mimo wszystko bardzo często prawdziwe gwiazdy pozostają anonimowe. To matki podejmujące się dwóch prac, by móc wspierać swoje dzieci, ojcowie siedzący przy łóżkach ciężko chorych dzieci i dający im siłę, to ludzie którzy ryzykują swoje własne życie, aby zmienić nasz żywot na lepszy lub dokonać zmian w świadomości społecznej. To są prawdziwe gwiazdy a przechodzą często niezauważeni…

Moim celem było zawsze dostrzeganie tych ludzi i odwdzięczanie się im poprzez muzykę.

Nie jestem fanką autopromocji, nie lubię mówić o tym, co robię, ale chcę rozmawiać o doświadczeniach, emocjach i uczuciach. Ale jeśli muszę, to w skrócie: w ostatnich dniach po zakończeniu prac nad albumem często występuję we Włoszech i Stanach Zjednoczonych jako ambasadorka linii kosmetyków NEBU Milano. Oczywiście bardzo chciałabym przyjechać do domu w Polsce i byłabym absolutnie zachwycona gdybym mogła częściej koncertować. Tak na marginesie, byłam zaszczycona możliwością zaśpiewania „Adagio” podczas jednego ze świątecznych odcinków „Dzień Dobry TVN” i chciałabym podziękować wszystkim fanom za ich miłość i wsparcie. Byłam bardzo podekscytowana tym, że znów byłam w Polsce!

W jaki sposób wspominasz swój udział w Eurowizji 2008? Co dał Ci udział w tym konkursie i jak z perspektywy czasu oceniasz wszystko to, co wydarzyło się w Belgradzie?

Eurowizyjne doświadczenie uważam za naprawdę niezwykłe, uczące pokory i wzmacniające w wielu aspektach. Możliwość reprezentowania Polski, kraju mojego męża, mojej rodziny, kraju wspaniałych ludzi, była dla mnie ogromnym honorem i zawsze będę niewyobrażalnie wdzięczna Polakom za zaufanie, jakim mnie obdarzyli. Fakt, iż byłam częścią tego konkursu wywarł na mnie niezapomniane wrażenie.

Było też sporo emocji, z którymi w tym czasie musiałam się zmierzyć. Za kulisami… Pewnie niewielu wie, ale bardzo cierpiałam. W noc poprzedzającą kręcenie teledysku do „For Life”, moja wspaniała 23-letnia kuzynka Mindy zginęła w wypadku samochodowym. Dorastałyśmy razem, była niemalże moją siostrą, bardzo wspierała mnie w trakcie kariery wokalnej i byłam zdruzgotana tym, że nie będę mogła być na jej pogrzebie. Byłam niezwykle smutna i emocjonalnie zrujnowana. Moje serce było wypełnione olbrzymim bólem z powodu jej straty i mogę powiedzieć, że największą przeszkodą podczas Eurowzji było wyciszenie się wewnętrznie oraz konieczność zmierzenia się z plotkarskimi informacjami docierającymi od osób próbujących zaszkodzić mojemu wizerunkowi w trakcie konkursu.

Mimo wszystko muszę przyznać, że ostatecznie jestem dzięki temu silniejszą kobietą – mam większy bagaż doświadczeń. Ogólnie rzecz biorąc, osiągnęłam to, co chciałam i jestem z tego dumna. Sama wiedza o tym, że utwór który napisałam z miłości dotarł do wielu serc daje mi niesamowitą radość. Oczywiście chciałabym zająć dla Polski wyższe miejsce, ale gdy tylko dotarliśmy do Belgradu musiałam zmierzyć się z realiami dotyczącymi tego, co o konkursie się mówiło w kwestii polityki, braku jurorów w finale, ostrej rywalizacji (ponad 40 krajów). Poza tym, realia były takie, że z balladą o miłości ciężko było zająć wysokie miejsce na konkursie w tych czasach.

Jednak piosenka zdobyła wiele serc na całym świecie. Do dzisiaj dostajemy wiadomości ze świata, gdzie ludzie dzielą się z nami tym, że grają ten utwór na ślubach, chrztach dzieci – czyli podczas najważniejszych momentów ich życia. I to mnie wzrusza, o to chodzi w muzyce. „For Life” była też regularnie grana w brazylijskich stacjach radiowych i telewizjach muzycznych (a Brazylia nie uczestniczyła w konkursie), to pokazuje, jak duże możliwości w dzieleniu się muzyką daje tego typu platforma.


Czy chciałabyś ponownie wystartować w konkursie?

Kilka lat temu powiedziałabym nie, ale teraz powiedziałabym tak.  Oczywiście z dumą i pokorą reprezentowałabym Polskę ponownie. Moje serce kieruje się ku balladom, ale następnym razem chciałabym zaśpiewać bardziej pop uptempo piosenkę.

Byłaś ostatnią reprezentantką Polski, która zakwalifikowała się do Eurowizji. Później mieliśmy trzy nieudane starty i dwa lata przerwy. Czy śledziłaś konkurs? Jak go oceniasz i co sądzisz o powrocie Polski na Eurowizję?

Myślę, że wszyscy ostatni artyści z Polski byli wspaniali. Dla mnie wszystko sprowadza się do piosenki i gdzieś w myślach zawsze pytam czy ten utwór i artysta mają międzynarodowy potencjał. W tej kwestii utworem który naprawdę zdobył moją uwagę i zwrócił ponownie ku konkursowi była piosenka „Euphoria” Loreen. Byłam akurat na zakupach w Abercrombie w Los Angeles, gdy bardzo głośno puszczono ten utwór. Nie wiedziałam, kto go wykonuje, nie zdawałam sobie sprawy, że to triumfatorka Eurowizji. Wiedziałam jedynie, że bez dwóch zdań był to hit, wspaniale zrobiony, bardzo dobrze wyprodukowany i wykonany. Utwór taki jak „Euphoria” to perfekcyjna kombinacja w konkursie, posiada atmosferę i wrażenie ballady ale to niezaprzeczalnie hit taneczny. Podobało mi się to, że słyszałam ten utwór np. w LA czy Vegas i wszędzie był określany jako „hip” i „cool”. Nie był produktem na sprzedaż, był pełen artyzmu, bez ekshibicjonizmu czy śpiewaniu o czymś, co szokuje ludzi albo próbuje zdobyć ich uwagę w tani czy płytki sposób. Dla mnie to prawdziwa sztuka i podstawa tego, dlaczego Eurowizja została stworzona, czyli wszystko to, co wokaliści i kompozytorzy starają się zdobyć poprzez swoją twórczość czy pracę sceniczną.

Uważam, że konkurs jest teraz znacznie bardziej nastawiony na rywalizację i politykę, w porównaniu do lat, gdy Celine Dion czy Lara Fabian wykonywały brawurowo ballady. Jestem dumna z faktu, że byłam pierwszą reprezentantką Polski, która weszła do finału po zmianie formatu. Jeszcze 20 lat temu w Eurowzji uczestniczyło 10-12 krajów, a teraz musimy się zmierzyć z ponad 40 utworami, co stwarza ogromną konkurencję i rywalizację.

Wierzę, że muzyczne reality-shows stają się coraz bardziej inspirujące dla wokalistów i kompozytorów, przez co chcą oni być jeszcze lepsi, dlatego w ostatnich latach dochodzi do coraz ostrzejszej rywalizacji. Jest coraz więcej wspaniałych wokalistów i utworów na rynku, a jednocześnie są oni bardzo kreatywni, mocno umotywowani i niejednokrotnie mają wręcz idealne piosenki. A co najważniejsze, chcą po prostu być najlepsi.


W tym roku Polska obchodzi 20-lecie debiutu na Eurowizji. Czy nasz kraj powinien startować w tym konkursie? 

Oczywiście uważam że Polska powinna uczestniczyć i, co najważniejsze, dobrze się bawić i cieszyć udziałem w konkursie. To wielki honor móc reprezentować tak wspaniały kraj, jakim jest Polska. Oczywiście, w tego rodzaju konkursach najpierw powinno się zacząć od bardzo dobrej piosenki. Dlatego mam nadzieję, że ktokolwiek zostanie wybrany, będzie miał w zapasie świetny utwór a jednocześnie będzie reprezentował Polskę z klasą i szacunkiem, na jakie Polska zasługuje. To wspaniałe wydarzenie, w którym chodzi o reprezentowanie swojego kraju. Sądzę więc, że każdy przyszły reprezentant powinien mieć na uwadze polityczne aspekty konkursu, ale również powinien reprezentować Polskę całym sercem i uczuciem, by Polacy byli z tego dumni. Ktokolwiek to będzie życzę mu szczęścia!

Chciałabym bardzo podziękować fanom za Waszą miłość i wsparcie, które przekazujecie mi od lat. Jesteście powodem, dla którego wciąż tworzę muzykę!

Rozmowę przeprowadził Maciej Błażewicz, autoryzacja: Adam Gee, korekta: Tomasz Piątkowski

3 KOMENTARZE

  1. No to się Tamara rozpisała :). Ogólnie, bardzo trafne spostrzeżenia. Bardzo ją szanuję, i oczywiście nie miałbym nic przeciwko, aby kiedyś ponownie reprezentowała Polskę (np. z czymś w klimatach właśnie „Euphorii” Loreen :), nie żeby kopiować :), chodzi mi o ten lub podobny gatunek muzyczny :)).