Czwartą edycję Vidbiru wygrała wczoraj MARUV, ale zwycięzca preselekcji nie zostaje automatycznie reprezentantem Ukrainy w Konkursie Piosenki Eurowizji. Dlaczego MARUV może nie pojechać do Tel Awiwu?

Ukraina od kilku lat odpiera na swoim terytorium najazd rosyjskich oddziałów wojskowych. Dziesiątki tysięcy żołnierzy ukraińskich przebywa we więzieniach, ponad 10 tysięcy straciło życie. Polityka antyrosyjska jest więc powszechna niemal w każdej dziedzinie życia Ukraińców.

Vidbir i powiązania artystów z Rosją

Już w momencie ogłoszenia listy finalistów, w mediach społecznościowych krytykowano niektórych uczestników za ich powiązania z Rosją, bo właśnie ich brak jest premiowany przy podpisaniu kontraktu ze zwycięzcą Vidbiru. To również było przedmiotem ataków Jamali, jurorki i zwyciężczyni Eurowizji 2016, na niektórych uczestników finału preselekcji. Przykładowo, wokalistka grupy YUKO jest obywatelką Rosji, jednakże czuje się Ukrainką gdyż na jej terytorium mieszka od 7 lat, a w finale oświadczyła że zamierza ubiegać się o obywatelstwo Ukrainy. Grubymi nićmi szyte powiązania mają dziewczyny z duetu Anna Maria. Na początku lutego w magazynie „Crimea Realities” został opublikowany materiał, z którego wynika że ich matka była wicepremierem w rządzie krymskim, a ojciec – sędzią w tamtejszym sądzie najwyższym. Rodzice dziewczyn występują w postępowaniach karnych służb bezpieczeństwa Ukrainy. Kilka dni przed występem artystki, dziewczyny udzieliły wywiadu krymskiej telewizji, oświadczając, że Krym jest ich domem, nie precyzując, do którego państwa on należy. Duet zapytany podczas finału Vidbiru, jaka byłaby ich decyzja, gdyby wygrał odpowiedział: „Wiemy, że Ukraina zmierza do Europy, a my czujemy się, jakbyśmy byli 30 lat w ZSRR, kiedy musielibyśmy zostawić rodziców.„. Zaraz potem dodały: „Jeżeli miałybyśmy wybrać Konkurs [Eurowizji – red.] czy rodziców, wybrałybyśmy tak jak normalni ludzie rodziców i mamy nadzieję, że byłoby to uszanowane.„, dodatkowo wspominając, że nie mogą wrócić na Krym, gdyż jest to terytorium zajęte przez agresora rosyjskiego. I podkreśliły, odpowiadając tym samym na hejt: „Jesteśmy ukraińskimi piosenkarkami, urodzonymi na Krymie. Nie zrobiłyśmy nic złego, nie złamałyśmy żadnego prawa, nie koncertujemy na terenie Rosji, spełniamy wszystkie zasady preselekcji. (…) Nie każdy rozumie, w jak trudnej sytuacji jest teraz nasza rodzina. Każda rodzina [ukraińska – red.] ma przecież jakieś powiązania [połowa Ukraińców mówi też w języku rosyjskim – przyp. red.] – nie każdy o tym wie, lecz każdy ocenia.

Podobnie podczas finału zareagowała MARUV. Anna Korsun, mimo, że jest Ukrainką pracuje z managamentem, producentem i wytwórnią rosyjską (Warner), a w najbliższym czasie ma cztery występy na terenie Rosji: dwa na rozdaniu nagród, pozostałe dwa to koncerty w Moskwie i Sankt Petersburgu. W odpowiedzi na zaczepki Jamali wyznała: „Przypominam, że Eurowizja powstała po II wojnie światowej, by jednoczyć ludzi. To jest przede wszystkim konkurs piosenki, nie polityki. Tak, mam wielu fanów w wielu krajach, także w Rosji i na Ukrainie, i tam jeżdżę. Ale nie można na tej podstawie oceniać wszystkich.” Na bezpośrednie pytanie dotyczące przynależności państwowej Krymu odpowiedziała, że jest on ukraiński.

Co dalej z reprezentowaniem Ukrainy? Mamy stanowisko MARUV!

Reakcje w social media

Komentatorzy w social media zwracają uwagę, że ataki nacjonalistyczne i „pseudopatriotyczne” mają bezpośredni związek z wyborami prezydenckimi, zaplanowanymi na 31 marca. Jednym z nich jest Serhij Prytuła, prowadzący Vidbir publikując krótki filmik z ogniskiem, zachęcając jednocześnie do odwiedzenia lokali wyborczych. Inny komentator Jurij Diuh stwierdził: „Słyszałem piosenki MARUV wcześniej. Są one takie modne… Ale jeżeli chcesz śpiewać w Rosji, proszę nie wracaj na Ukrainę i nie masz prawa reprezentować mojego kraju na Eurowizji. Jeżeli Pierwszy Kanał UA:PBC podpisze umowę z kolonizatorami i rusofilami od MARUV, straci moje poparcie.„. Głos zabrał też wicepremier Ukrainy, Wjaczesław Kyryłenko, twierdząc, że „Reprezentantem Ukrainy [na Eurowizji – red.] nie może być osoba koncertująca na terenie agresora, bądź mająca to w planach„. Wśród internautów jest także wiele osób popierających wysłanie MARUV do Tel Awiwu, jednocześnie sugerujących, by nie łączyć Eurowizji z polityką.

Co zrobi MARUV?

Jeszcze przed podaniem oficjalnych rezultatów przypomniano, że wynik Vidbiru nie jest wiążący i to publiczny nadawca NSTU ma głos decydujący, czy podpisać kontrakt ze zwycięzcą preselekcji na reprezentowanie Ukrainy podczas Konkursu Piosenki Eurowizji, czy też nie. Zurab Ałasanija podkreślił, że tak naprawdę każdy z uczestników preselekcji ma lub miał jakieś powiązania z Rosją, lecz podczas selekcji nie zwracano na to szczególnej uwagi, w opozycji do tego, co twierdzą obecnie aktywiści. Dyrektor generalny NSTU zaznaczył, że ten problem nie zostanie rozwiązany najprostszą metodą, jaką byłoby ignorowanie wyników Vidbiru, nie sugerując jednocześnie sposobu rozwiązania tego konfliktu interesów. Podczas dzisiejszej audycji w jednej z moskiewskich stacji radiowych, Rosja wraz z producentem Pryhożynem oferuje artystce reprezentowanie kraju podczas Eurowizji 2020.

Dziś rano potwierdzono spekulacje dotyczące kontraktu MARUV. Pierwszy Kanał postawił warunek: Rosja albo Ukraina. Jeżeli artystka wybierze koncerty w Rosji, nie będzie mogła reprezentować Ukrainy na Eurowizji. Nadawca dał sobie 48 godzin na podjęcie ostatecznej decyzji tej sprawie, podczas gdy MARUV otrzymała jedynie 24 godziny, od momentu wygranej, na kontakt z NSTU. Ten czas powoli się kończy, więc niedługo powinniśmy poznać jej wybór.

UPDATE: Artystka właśnie opublikowała oświadczenie, którego treść przytaczamy w nowym artykule.

Źródło: BBC, hromadske.ua, facebook, Moscow Says, 24tv.ua; Foto: materiały prasowe

2 KOMENTARZE