Alicja Szemplińska, zwyciężczyni X edycji popularnego talent show - The Voice of Poland, fot. J. Bogacz / TVP

Ostatnie sukcesy naszych reprezentantek na Eurowizji Junior pokazują, że talent show może być formą selekcji na konkurs. Zarówno Roksana Węgiel, jak i Viki Gabor rozpoczynały swoje kariery od The Voice Kids. To dzięki występom w tym formacie zdobyły ogólnopolski rozgłos i rzeszę oddanych fanów. Jak się później okazało postawienie na finalistki talent show, było dla Telewizji Polskiej strzałem w dziesiątkę. Czemu zatem TVP nie stawia na świeżych artystów w przypadku dorosłej Eurowizji? Sprawdzamy, czy takie rozwiązanie rzeczywiście się opłaca.

Jeżeli spojrzymy wstecz i przypomnimy sobie historię startów Polski na Eurowizji, to na 22 występy, TVP ani razu nie wybrała reprezentanta za pośrednictwem talent show. Naturalnie w procesie wyboru wewnętrznego lub na scenach Piosenki dla Europy czy Krajowych Eliminacji pojawiali się artyści wcześniej debiutujący w muzycznych programach rozrywkowych. Tu można wymienić chociażby: Kasię Cerekwicką (Szansa na Sukces 1997), Margaret (SnS 2006), Rafała Brzozowskiego (The Voice of Poland 2011), Olafa Bressę (Mam Talent 2011), Carmell (TVoP 2015), Martę Gałuszewską (TVoP 2017),

Czterokrotnie naszymi reprezentantami zostali byli uczestnicy wspominanych formatów. Justyna Steczkowska (ESC 1995) swoje pierwsze kroki na scenie stawiała w programie Szansa na Sukces, którego premierową edycję, w 1994 roku, ostatecznie wygrała. Michał Szpak (ESC 2016) stał się popularny dzięki drugiemu miejscu w pierwszej serii formatu X-Factor (2011), w którym udział na etapie castingów zakończyła Cleo (2014). Z kolei Kasia Moś (2017) zajęła trzecie miejsce w finale trzeciej edycji Must be the Music. Tylko muzyka w 2012 roku.

Talent show jako metoda selekcji na Eurowizję

Zanim rozpoczniemy rozważania na temat plusów i minusów wyboru reprezentanta na Eurowizję z pomocą talent show, warto pamiętać, że format formatowi nie jest równy. Optymalny program wyłania nie tylko najlepsze głosy, artystów, którzy swoim talentem i charyzmą mają szansę wnieść nową jakość na rynek muzyczny, ale stwarza im również okazję do debiutu na nim. W historii polskiej telewizji było kilka takich talent show: Szansa na Sukces, Idol, X-Factor. Dziś tę rolę pełni holenderski format The Voice.

Mimo prawie dekady istnienia, The Voice of Poland niezmiennie cieszy się popularnością. Ostatnią edycję oglądało średnio niespełna dwa miliony telewidzów, co uczyniło z programu lidera w najważniejszej grupie komercyjnej, tj. 16-49. Oznacza to, że publiczność w różnym wieku chętnie ogląda muzyczne zmagania debiutantów. Dopingując przez kilkanaście tygodni młodych artystów, widzowie wyłaniają swoich faworytów, z którymi zaczynają łączyć ich emocje. To z kolei rzutuje na śledzenie dalszych losów wokalistów po programie i potencjalnie także na wspieranie ich w kolejnych etapach kariery. Jednym z nich mógłby być udział w Eurowizji. To bez wątpienia zapewniłoby konkursowi większe zainteresowanie w postaci oddanej widowni wspierającej swojego ulubieńca.

Kompozycje szyte na miarę Eurowizji?

Obecnie TVP przy produkcji The Voice of Poland współpracuje z szeregiem twórców, którzy tworzą dla finalistów każdej edycji formatu ich debiutanckie utwory. Ich prezentacja ma kluczowy wpływ na ostateczne rezultaty programu. Od razu po jego zakończeniu najciekawsze propozycje podchwytują stacje radiowe. To właśnie dzięki nim zyskują one prawdziwą rozpoznawalność i stają się przebojami zimy. Tak było choćby w przypadku Nie mów mi nie Marty Gałuszewskiej, Nic tu po mnie Michała Szczygła, Za późno Natalii Zastępy lub Zaskakuj mnie Marcina Sójki. Dziś o uznanie fanów walczą utwory finalistów ostatniej edycji The Voice’a – Alicji Szemplińskiej i Darii Reczek.

Promocja debiutanckiego utworu w programie typu talent show byłaby dobrym przetarciem przed udziałem w Eurowizji. Po pierwsze, w ten sposób można sprawdzić, czy dana propozycja przyjmie się wśród słuchaczy. Jeżeli pierwsze tygodnie pokażą przeciętne zainteresowanie lub badania opinii wskażą, że widzowie nie dają dużych szans utworowi na dobre miejsce w konkursie, jest czas na wybranie innej kompozycji, bardziej pasującej do realiów Eurowizji. Po drugie, to, jak wspomniałem wyżej, okazja do zyskania szerszej popularności singla wśród Polaków i Polonii. Piosenka artysty, który zwyciężył talent show od początku mogłaby być określana jako nasza propozycja na Eurowizję. Tym samym, w najbardziej optymistycznym scenariuszu, byłoby niemal prawie pół roku, by zaznajomić i przekonać słuchaczy do wybranego utworu.

Brak znanych nazwisk w stawce

Fani, którzy nie są przychylni do angażowania zwycięzców talent show w udział w Eurowizji, wskazują na zamknięcie się tylko na debiutujących artystów. To dość jasne. Taka forma wyboru reprezentanta wyklucza wokalistów lub zespoły uznane na krajowym rynku. Pytanie jednak, czy rzeczywiście są oni zainteresowani Eurowizją? Praktyka pokazała, że raczej nie. 2003, 2004 i 2016 rok to lata, kiedy w stawkach selekcji znalazły się naprawdę mocne nazwiska, mające za sobą kilkunastoletnią działalność i silną pozycję w branży. To jednak wyjątki. Znacznie częściej gotowość do udziału w konkursie zgłaszali anonimowi twórcy czy w końcu – mniej lub bardziej debiutujący artyści. Wszyscy Ci, dla których start na Eurowizji nie był obarczony tak dużym ryzykiem, nie mieli nic do stracenia. Ci, dla których widowisko mogło być nie tylko wyzwaniem, ale i szansą.

Jak to robią inne kraje?

Część krajów swój system selekcji opiera właśnie na talent show. Jednym z najbardziej sztandarowych przykładów są Gruzja czy Malta. Kraje te kontynuują globalne formaty talent show (w przypadku pierwszego jest to Idol, w przypadku drugiego X-Factor) i określają, że ich zwycięzca będzie reprezentantem w kolejnej edycji Eurowizji.

Nieco inną drogę obrali Izraelczycy, którzy, by przyciągnąć i widzów oraz wzbudzić zainteresowanie konkursem wykorzystali rodzimy – Hakohav HaBa (znany również jako The Rising Star). Efekt? Wszyscy wybrani w ten sposób reprezentanci Izraela, znaleźli się w finale Eurowizji, z czego Netta przed rokiem go wygrała. To o tyle ciekawy format, że połączenie talent show z selekcjami do Eurowizji sprawiło, że stał się telewizyjną instytucją w Izraelu. Tym samym Hakohav HaBa wykracza poza konwencje programów, w których wyławia się nowe gwiazdy sceny muzycznej. W końcu wśród uczestników możemy znaleźć również wykonawców z doświadczeniem scenicznym i dyskografią.

Innym pomysłem jest wysyłanie byłych uczestników programów typu talent show i następnie dobór odpowiedniego utworu. Rozwiązanie to stosują chętnie Belgowie i Holendrzy. Ci ostatni cieszą się z tegorocznego trofeum Duncana Laurence’a, półfinalisty The Voice of Holland w 2014 roku.

Czy TVP opłaca się wybór reprezentanta za pomocą talent show?

Na tak postawione pytanie odpowiedź wydaje się prosta – tak! W końcu TVP nie ma nic do stracenia. Zarówno postawienie na organizację selekcji, jak i wybór reprezentanta spośród nadesłanych zgłoszeń nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Co więcej, wybierając już w tym roku jednego z finalistów The Voice of Poland, nadawca tnie koszty oraz stawia na szeroko rozpoznawalnego artystę, choć debiutanta. Minusem może być brak doświadczenia scenicznego przez wybranego w ten sposób reprezentanta. Podkreślić jednak trzeba, że The Voice of Poland, jak każdy format telewizyjny, daje obycie z kamerami i co najważniejsze, wyłania wokalistów posiadających niezwykły talent. W końcu to właśnie on jest podstawą do tego, by poważnie myśleć o dobrym wyniku na Eurowizji.

Przeczytaj inne artykuły z cyklu:

„Słucham cię w radiu codziennie” – czy TVP powinno postawić na popularnego wykonawcę?

1 KOMENTARZ