Nie minęły dwa tygodnie, a echa po zwycięstwie Kate Miller-Heidke nie milkną. Utwór ma za sobą tylu samo zwolenników, co przeciwników. Przeczytajcie, jakie nastroje panują po preselekcjach. Jakie wyniki oglądalności miały eliminacje? Jakie plany eurowizyjne na kolejne lata ma stacja SBS?

W sobotę, 2 lutego 2019 roku dla wielu fanów Eurowizji została otwarta nowa karta w wielkiej księdze historii Eurowizji. Tego dnia odbyły się pierwsze w historii australijskie preselekcje eurowizyjne. Do walki stanęło dziesięcioro artystów, którzy na rynku muzycznym są mniej lub bardziej rozpoznawalni. Złośliwi twierdzą, że stacja SBS „odkopała sarkofagi sprzed dwudziestu lat”, bo część z występujących była popularna na początku tysiąclecia (to tak jakby w Polsce przypomnieć o Alicji Janosz z czasów jej największej świetności).

Faworytów było wielu. Od początku w tym gronie stawiano Courtney Act, zespół Sheppard czy Marka Vincenta. W miarę publikowania kolejnych utworów kandydatów po bilet do Tel Awiwu było coraz więcej. Zaczęto dyskutować o duecie Electric Fields, Aydanie czy Kate Miller-Heidke. Ta ostatnia rozgrzała opinię publiczną do czerwoności za sprawą swojego utworu.

Do samego końca nie było wiadomo, kto faktycznie wygra eliminacje. Bukmacherzy dawali równe szanse na zwycięstwo Kate, Electric Fields i Sheppardom, którzy zostawili daleko w tyle pozostałych uczestników. Taka też była końcowa kolejność. Kate Miller-Heidke w spektakularny sposób wykonała swoją piosenkę, zdobywając najwięcej punktów zarówno od jury, jak i od widzów.

Zero Gravity to swoisty, muzyczny miszmasz. Na piosenkę składa się pop, elementy muzyki elektronicznej i opera. Brzmi nieźle, prawda? Nuty kontrowersji dodaje fakt, że tekst jest bardzo prosty, a dla wielu fanów zbyt banalny. Jednak, poznając bliżej historię powstawania utworu, uświadamiamy sobie, że za groteskowym tekstem i muzyką, kryje się prawdziwa historia. Kate Miller-Heidke w 2016 roku popadła w depresję poporodową. Jak stwierdziła, urodzenie dziecka wstrząsa całym światem, a ważne jest to, by po drodze nie zagubić własnego „ja”. Zero Gravity to manifest choroby i próba uświadomienia ludziom o problemie depresji, z którą boryka się więcej osób, niż sądzimy.

nie pamiętam, kim jestem. Opłakiwałam utratę mojej dawnej tożsamości, wzbudzało to we mnie ogromne poczucie winy za mój własny egoizm.

Opinie o utworze są bardzo podzielone. Niektórzy upatrują w Australii czarnego konia do zwycięstwa w Tel Awiwie („Bo przecież to jest Australia i im jest zawsze łatwiej, a z taką piosenką to już w ogóle!” – przeczytaliśmy na jednym z for eurowizyjnych). Inni twierdzą, że Australia zaliczy jeszcze historyczny brak awansu do finału. Paul Clarke, dyrektor generalny Australia Decides, skomentował selekcyjne zwycięstwo Kate następująco:

To wyjątkowa piosenka z fascynującą prezentacją sceniczną. Kate jest  oryginalna, a Eurowizja ją pokocha. (…) Ten wieczór należał do Kate.

Oryginalny występ na wysokości, metafora depresji na szczudłach, nie przekonała do siebie redaktorów portalu Daily, którzy nie wierzą w sukces piosenki. Powołują się na sam konkurs i jego charakter. Twierdzą, że nie znając historii powstawania utworu, widzowie nie zrozumieją przesłania, a występ w niezmienionej formie, przyniesie więcej śmiechu i zażenowania, niż zadumy nad problemem depresji.

Inny portal opiniotwórczy, Review, jako zwycięzców określił Electric Fields. Według redakcji to właśnie oni byliby realnymi faworytami do zgarnięcia trofeum w Izraelu. Portal prześledził popularność duetu po finale i wskazał, że na szwedzkim Twitterze zespół wzbudził dość spore zainteresowanie. Dziennikarze Review wyrazili zaniepokojenie, że zwycięstwo Kate nie ukaże Europejczykom prawdziwego obrazu Australii, a tylko zniechęci ich do tutejszego rynku muzycznego. Jak twierdzą, grupa Electric Fields wprowadziła nutę nowoczesności do konkursu, a obecność języków aborygeńskich wpłynęłaby tylko na plus.

Same preselekcje zebrały bardzo dobre opinie. Fani zachwycali się poziomem realizacyjnym, a za gwiazdy wieczoru uznali parę prowadzących, którzy żartami i pozytywnym podejściem nie pozwolili widzom się nudzić. Drugim jasnym punktem wieczoru był gościnny występ Dami Im, która — po zajęciu drugiego miejsca w 2016 – została okrzyknięta „ikoną Australii„. Na minus można zaliczyć jedynie niezrozumiale dużą liczbę przerw, którą fani porównywali do liczby reklam na Malcie.

Mimo dużego rozgłosu medialnego i symboliki koncertu oglądalność można zaliczyć w kategorii porażek. Preselekcje oglądało niespełna 280 tys. widzów, co dało dopiero dziesiąty wynik oglądalności w wieczornym paśmie telewizyjnym. Najwięcej widzów, bo prawie 300 tys. zebrały przed telewizorami same wyniki. W skali 25-milionowego państwa, to sromotna porażka. Warto jednak zaznaczyć, że kanał, na którym odbywało się Australia Decides, to niekomercyjny kanał, który pozbawiony jest rozrywki, a widzowie na co dzień mogą podziwiać na nim przyrodę (przed koncertem nadawany był program o deszczach w Malezji). Czy mit o popularności Eurowizji właśnie runął?

Pierwsze preselekcje przeszły do historii, ale stacja SBS nie próżnuje. W ubiegłym tygodniu potwierdziła swój udział w Eurowizji do 2023 roku! Czy mierne wyniki oglądalności i nieznany jeszcze wynik Kate w Tel Awiwie wpłyną na organizację drugiej edycji preselekcji? O tym przekonamy się najwcześniej w maju.

Źródła: dailyaustralia, review.com, themusic, guardian