Chociaż od finału Konkursu Piosenki Eurowizji w Sztokholmie minął dopiero tydzień, w prasie holenderskiej już pojawiły się doniesienia o tym, kto może być ewentualnym następcą Douwe Boba podczas Eurowizji 2017 na Ukrainie.

W jednym z popularnych dzienników ukazał się spory artykuł, którego autorzy wskazują na to, że holenderski nadawca publiczny już podjął się analizy tego, kto w trakcie przyszłorocznego konkursu ma największe szanse, by zdobyć przychylność telewidzów.

Autorzy powołują się na dobrze poinformowane źródło wewnątrz nadawcy AVROTROS, najprawdopodobniej kogoś z członków holenderskiej delegacji w Sztokholmie. Wcześniej dyskutowano już o tym, kto powinien otrzymać prawo wyjazdu na kolejny, jak często określają to Holendrzy, „festiwal piosenki”. Wówczas pojawiały się znane i cenione nazwiska na rodzimym rynku muzycznym, m.in. Caro Emerald, Nick en Simon czy Dotan (nie mylić z naszym Donatanem).

Sporym zaskoczeniem okazała się plotka, jakoby ponownym reprezentantem kraju wiatraków na Konkurs Piosenki Eurowizji miało zostać trio O’G3NE. Tworzą je trzy siostry – Lisa, Amy oraz Shelley Vol.

Wokalistki za punkt zwrotny w swojej karierze zgodnie uznają zwycięstwo w 5.edycji The Voice of Holland. Wśród członków jury zasiadały wówczas dwie uczestniczki Eurowizji – Ilse DeLange, czyli członkini zespołu The Common Linnets (ESC 2014) oraz Trijntje Oosterhuis (ESC 2015).

Od tamtej pory zespól pojawiał się wielokrotnie podczas rożnego rodzaju wydarzeń muzycznych na terenie Królestwa Niderlandów, a także otworzył wraz z komentatorem eurowizyjnym Janem Smitem uroczystą 50. Televieziergala. Został również zaproszony przez brytyjskiego artystę Olly’ego Mursa do supportowania go podczas europejskiego tournée. Nie były to jednak pierwsze zetknięcia dziewcząt z dużą publicznością. Mało tego! W 2007 r. reprezentowały swój kraj podczas Eurowizji dla Dzieci. Wykonywany przez nie utwór Adem in adem uit, tak samo jak propozycja Douwe Boba Slow down, zajął w ostatecznej klasyfikacji konkursu 11 miejsce.

Jeżeli dziewczęta w ciągu najbliższych miesięcy wydadzą singiel, który będzie miał szansę skraść serca telewidzom, to nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, aby to nie właśnie O’G3NE wyjechały na Eurowizję do Kijowa – tak, zgodnie z tym, co podaje dziennik, miała wypowiedzieć się osoba wewnątrz struktur nadawcy publicznego.

AVROTROS oficjalnie nie potwierdza tych doniesień, ale dziennikarze gazety twierdzą, iż (…) niewykluczone, ze kiedy tylko oficjalne daty Eurowizji 2017 będą potwierdzone, to trzy, a nie jeden bilet do Kijowa, zostaną zakupione.

Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia ze zwykłą plotką, czy faktycznie poznaliśmy reprezentantki Holandii na przyszłoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji, dziewczętom nie można odmówić urody i co najważniejsze – sporego talentu. Jeżeli uda się stworzyć utwór, który pozwoli wyeksponować ich zdolności wokalne oraz będzie to dobra pod względem jakości propozycja na europejskim poziomie, sukces wydaje się całkowicie realny.

Źródło: mediacourant.nl, telegraaf.nl/prive, og3ne.com

3 KOMENTARZE

  1. Dobrze, że Holendrzy się nie zrażają do konkursu i już zastanawiają się nad tym, kto mógłby ich reprezentować w przyszłym roku. Może i my powinniśmy wziąć z nich przykład i wysłać jakiś singiel, który ukaże się po 1 września i będzie miał ogromny potencjał, aby stać się międzynarodowym hitem?:) Z drugiej strony jestem bardzo zadowolona z tegorocznych preselekcji narodowych, które prezentowały wysoki poziom.

  2. Cytuję: „Wcześniej dyskutowano już o tym, kto powinien otrzymać prawo wyjazdu na kolejny, jak często określają to Holendrzy, „festiwal piosenki”.” Dobre, tzn. to w cudzysłowiu 🙂 .

    Jeśli ktoś umie czytać po polsku, no to raczej sobie nie pomyli Dotana z Donatanem 😉 . Jakby to był DonatEN albo DAnatan to już prędzej 🙂 .

    Widzę, że w wypowiedziach wszyscy już umieszczają przyszłoroczną Eurowizję w Kijowie. A przecież wcale tak nie musi być, zwłaszcza, że w Kijowie jest problem z odpowiednią halą na Konkurs. Podobno w grze jest także Lwów – i to by było najlepsze wyjście. Stadion Arena Lwów, znany z EURO 2012 – w sam raz na ESC, nie za duży, i nie za mały. Z bazą hotelową też nie powinno być problemu – jeśli Lwów był w stanie ugościć kibiców na Euro 2012, no to tym bardziej nie powinno być problemu z Eurowizją, jednak mniejszą imprezą. Zresztą – Kijów miał już raz Eurowizję. Gdybym był złośliwy, to powiedziałbym, że Lwów byłby pierwszym polskim miastem, które ugości Eurowizję 🙂 . Ale ponieważ nie jestem złośliwy, no to tak nie powiem 🙂 . Zresztą, co mi tam, w sumie Ukraińcy zrobili z Eurowizji politykę, więc w sumie te skrupuły są niepotrzebne 🙂 .

    Nie wiem, co musieliby wysłać Holendrzy, aby zwyciężyć 🙂 . Choćby wysłali przebój stulecia, no to jeśli w planie nie będzie akurat zwycięstwa Holandii, no to jurorzy i tak zrobią swoje… W 2014 r. mieli Holendrzy szansę, i prawie im się udało 🙂 , no ale wtedy miała zwyciężyć Conchita, no i zwyciężyła 🙂 . Obawiam się tylko, że Holendrzy będą teraz wysyłać na siłę ambitne utwory… jak np. rok temu 🙂 . W tym roku jeszcze ujdzie, no ale… cały czas mam nadzieję, że pokażą na Eurowizji klimaty, z których przecież także słyną, czyli np. muzyka trance – ogólnie ambitna wersja techno, z wokalem. Np. kogoś takiego, jak Armin van Buuren (oczywiście to DJ – więc trzeba by mu skombinować jakiegoś śpiewaka lub śpiewaczkę 🙂 ). Ale nie ma się co nastawiać, bo pewnie jak zwykle w ostatnich latach wyślą albo jakiś typowy pop (2015), albo mniej lub bardziej ambitną sztukę dla sztuki 🙂 .

    A propos tych O’G3NE (co za nazwa? 😮 ) – popik jakich wiele (nuuuudaaaa!!! szczególnie ten kawałek „Wings to fly”), no ale zaczekam na piosenkę eurowizyjną (jeśli to faktycznie one będą reprezentować Holandię). No właśnie, plotki plotkami, ale z oceną poczekam na OFICJALNE ogłoszenie holenderskiego reprezentanta/reprezentantów, a już zwłaszcza na piosenkę 🙂 .

    Nie rozumiem też niezadowolenia Holendrów z całkiem dobrego przecież miejsca 11 w finale. Piosenka nawet mi się podobała, lubię taki klimat retro – czasami. Myślałem nawet, że będzie niżej, a nawet, że może być problem z awansem. No ale udało się. W każdym razie, lepiej mierzyć niżej, a potem miło się zaskoczyć, niż odwrotnie 🙂 . Tzn. oczywiście bez przesady – warto mieć ambicje, ale jednocześnie nie warto z nimi przesadzać 🙂 . Po prostu – najlepiej uznać, że wszystko jest możliwe 🙂 .

    • W ogóle nie chcę Eurowizji w Kijowie, a tym bardziej w Odessie. Odessa znajduje się blisko miejsc, gdzie toczą się walki. A w Kijowie nigdy nie wiadomo, kiedy dojdzie do jakiejś rozróby, gdy ludzie zdenerwują się na rząd.

      Co do Holandii, to biorąc pod uwagę, że Ukraina wygrała z polityczną piosenką, która została wykonana przed 1 września 2015 roku, to Holendrzy chyba najlepiej wyszliby na utworze rusofobicznym, atakującym Rosję za zestrzelenie ich samolotu… Mam tylko nadzieję, że zwycięstwo Jamali nie ośmieli innych do wysyłania piosenek opartych na historycznych zatargach. To byłaby katastrofa. Choć lubiłam piosenkę Jamali i nadal uważam ją za dobrą, to coraz mniej mi się podoba, że to właśnie ona sięgnęła po Grand Prix. To groźny precedens. Jak tak dalej pójdzie, to ludzie zaczną wysyłać na Eurowizję piosenki, które są przeciwko państwom, które znajdują się na cenzurowanym. W przyszłym roku oberwać może się także Polsce za Śląsk Cieszyński, Niemcom za II wojnę światową i Rosji po raz kolejny za całokształt.