Od kilku dni w środowisku eurowizyjnym pojawiają się dyskusje na temat tego czy faktycznie przyszłoroczny Konkurs będzie organizowany przez izraelskiego nadawcę. Spekulacji i niedomówień jest co niemiara.

Po zakończeniu każdej Eurowizji najwięcej emocji przynosi kwestia związana z organizacją następnego Konkursu. W tym roku, ten problem jest na ustach wszystkich od pierwszej sekundy kiedy zwyciężczyni Netta Barzilai z Izraela wypowiedziała słowa „W przyszłym roku w Jerozolimie” („Leszana haba bJiruszalaim„). Jerozolima pozostaje jedynym realnym kandydatem do organizacji przyszłorocznej Eurowizji, szczególnie biorąc pod uwagę, że burmistrz Tel Awiwu nie wyraził zainteresowania tym wydarzeniem. Samo zwycięstwo Izraela wzbudza wiele kontrowersji ze względu na wieloletni konflikt z Palestyną. W Irlandii i Islandii pojawiły się masowo wspierane petycje wzywające do bojkotu Eurowizji w Izraelu.  Do bojkotu wzywa mi.n. zwycięzca z 1994 roku – Charlie McGettigan, a w Szwecji za bojkotem opowiada się lewicowa VänsterpartietWięcej na ten temat w naszym artykule: TUTAJ.

Kontrowersja wynika m.in. z faktu, że Jerozolima, według prawa Izraela, jest uznawana jako stolica państwa od 1980 roku. Palestyńczycy również uznają to miasto za swoje miasto stołeczne. Jednak ze względu na brak uznania międzynarodowego statusu Jerozolimy jako stolicy Izraela, placówki dyplomatyczne znajdują się na terenie Tel Awiwu. Jedynym państwem, które przeniosło swoją placówkę są Stany Zjednoczone (maj 2018).

Poczucia niepewności dodał post na oficjalnym twitterze Eurowizji, który zwrócił uwagę, że informacji o tym kiedy i gdzie odbędzie się przyszłoroczny Konkurs należy się spodziewać na oficjalnych kanałach wydarzenia.

https://twitter.com/Eurovision/status/998907505404252160

Jednocześnie, w programie Haztinor (Channel Ten) doniesiono, że odbyło się spotkanie między izraelskim nadawcą publicznym a Europejską Unią Nadawców (EBU). Głównym powodem spotkania są obawy EBU związane z organizacją Konkursu w Jerozolimie i potencjalnym bojkotem niektórych nadawców. Jak informował program, celem EBU jest organizacja przyszłorocznej Eurowizji bez jak największych strat jeśli chodzi o liczbę uczestników. Według portalu Maariv, EBU zagroziło izraelskiemu nadawcy, że w przypadku rezygnacji uczestników, Konkurs nie odbędzie się w Jerozolimie.

To doniesienie otworzyło spekulacje gdzie może odbyć się kolejny Konkurs. Na pierwszym planie wskazuje się kolejne kraje na podium w 2018 roku: Cypr i Austrię. Cypr niestety nie posiada obiektu spełniającego wymogi EBU, mimo hali w Limassol, która gościła Konkurs Eurowizji dla Dzieci w 2008 roku. Natomiast Austria była gospodarzem Konkursu Eurowizji w 2015 roku. W przypadku braku rozwiązania konfliktu z izraelskim nadawcą w grę wchodzi również jeden z krajów, który jest członkiem grupy referencyjnej Konkursu Eurowizji.

Dodatkowym problem jest status samego izraelskiego nadawcy – Kan. Nowy nadawca publiczny z Izraela został powołany do życia rok temu. Jednak pojawiają się wątpliwości czy telewizja może być zaklasyfikowana jako członek EBU. Zgodnie z dokumentem powołującym do życia nowego nadawcę, wydział informacji musi być wyłączony spod zarządu telewizji publicznej. Jest to niezgodne z kryteriami członkostwa EBU, zarówno informacje i rozrywka powinny być pod nadzorem nadawcy publicznego. Obecnie, Kan posiada status tymczasowego członka EBU, co oznacza, że do tej pory telewizja spełnia kryteria EBU. Środowiska prawnicze jednak oczekują stanowiska izraelskiego Sądu Najwyższego w tej sprawie.

Z drugiej strony, jest dość duża determinacja polityków w kraju, aby Eurowizja jednak odbyła się w Izraelu. Minister komunikacji – Ayoub Kara wystosował formalny wniosek do prokuratora generalnego – Avichaia Mandelblita, aby ten wpłynął na przychylne stanowisko Sądu Najwyższego w odniesieniu do członkostwa w EBU i organizacji Eurowizji w 2019 roku. Inicjatywę wykazali również przedstawiciele partii opozycyjnych, proponując ustawę, która miałaby zastąpić dokument powołujący telewizję Kan, ale tym razem zgodny z zasadami EBU.

Czy te formalne ograniczenia odsuwają Eurowizję 2019 od Jerozolimy i Izraela?

Źródło: Haaretz, Maariv, Jerusalem Post

 

3 KOMENTARZE

  1. Dodałbym jeszcze problemy natury religijnej. Szabat itd. Któryś z ministrów nawoływał by władze uszanowały szabat w czasie Eurowizji. Poniekąd zrozumiałe, tylko nie zdziwię się jeśli EBU w końcu straci cierpliwość.

    Delegacja Izraela dziwaczyła już w czasie konkursu. Zwłaszcza arcy niesympatyczni muzycy z otoczenia Netty (pamiętacie jak Austriak „dostał w twarz”?). Teraz zaczęli wmieszać się w to politycy. Od lat tak nie było, lub- może nie tak głośno, na pierwszym planie. Dla mnie i tak już nazbyt to bezczelne zaczyna być.

    Trochę to zwycięstwo Izraela w gardle wszystkim stanęło. Smutne, że w tym wszystkim ostatecznie to sama Netta nie może w pełni i ze spokojem cieszyć się zwycięstwem.